..żegnam
~Storm
..żegnam
~Storm
post opublikowany z tygodniowym opóźnieniem, z przyczyn ode mnie niezależnych
Nikt nie beczał. Bez zbędnych pożegnań. Ci, którym zależy i tak będą się spotykać, więc wszystko gra. Nie zamierzam pisać, że miałem fajną klasę, wspaniałych ludzi i inne takie gówna – bo każdy wychodzący tak uważa. Osobiście – lubiłem wszystkich, szanowałem większość, kontakty zamierzam utrzymać z… może czterema osobami?
Nauczyciele byli różni, mógłbym o tym napisać dwa eseje. Pytanie – po co? Epizod się skończył, wnioski wyciągnięte (albo i nie), także jedziemy do przodu.
Gratuluję tym, którzy dostali się dokładnie tam gdzie planowali. Osobiście większym rispektem darzę kogoś, kto złożył podanie do zawodówki, dokładnie wie co chce robić i dokładnie tam się dostał. Bez zbędnych przerośniętych aspiracji i rozczarowań. Bądźcie ze sobą szczerzy ludzie.
A teraz cóż, czekamy na powiększenie naszej liczby znajomych na naszej-klasie we wrześniu. Odnośnie bloga – zostanie na serwerze, chyba że Storm będzie chciał go usunąć – wtedy nie zaprotestuję. Nie wykluczam jednak opcji, że posty dotyczące czegoś innego niż gimnazjum, zostaną przeniesione. Gdzie? Ci, którzy będą chcieli, znajdą.
Powodzenia w życiu, nie bądźcie frajerami.
Pozdrawiam,
~Axel
PS Czekamy na post pożegnalny Storma.
Czego? Mych “męk” w tej szkole, codziennego przebywania w tym samym otoczeniu. Wszystko skończy się za całe dwa tygodnie. Nie żebym ten czas jakoś specjalnie źle wspominał, bo te całe 3 lata były całkiem miłe, lecz każdy dzień był prawie taki sam – teraz będzie lekka odmiana.
Jakby nie patrzeć przez te 2 tygodnie jest jednak jeszcze trochę roboty do wykonania. We wtorek czeka nas ścieżka Europejska (?), potem jeszcze parę innych zdarzeń, na akademii i Zabawie Gimnazjalnej (!) kończąc.
Ogółem standard, bo co roku odbywają się te same uroczystości, lecz o nieco zmienionej zawartości. Nasza klasa (tj. 3B) przygotować ma wszelakiego rodzaju materiały o Austrii. Roboty jest co nieco. Chyba każdy ma coś do roboty. Ja z grupą kolegów jestem zobowiązany do wymyślenia scenki, na którą nie mamy konkretnych pomysłów. Prawdopodobnie ostatecznie wymyślimy ją godzinę przed występem, a i tak mało kto zrozumie głęboki przekaz występu.
Poza ścieżką, z tego co się orientuję w następny poniedziałek wybieramy się do lasu, na zwierzynę i kiełbasy. I tak będzie padać. Mniejsza, jakoś mnie ta “wycieczka” zbytnio nie interesuje.
Co będzie się jeszcze dziać po drodze – nie wiem. Wiem jedynie, że na akademię zakańczającą pobyt w tych murach, mam nauczyć się gejowskiego wierszyka, o tym jak mi zajebiście smutno z powodu odejścia stąd. Właściwie sam nie wiem o czym ten wiersz jest, ale domyślam się, że jego zakończenie można by skrócić do dwóch słów: “Smutno mi…”.
Po wyczerpujących prognozach wróćmy do ostatnich wydarzeń. W szkole nic ciekawego, prawie wszyscy skończyli poprawiać oceny, w czwartek były projekty interdyscyplinarne – nudy jak cholera (bynajmniej nie dlatego, że zajęliśmy ostatnie miejsce), a poza tym to co zwykle.
Dobra – koniec. Teraz umyjcie gonady i do spania.
Pozdrawiam
~Storm
Rozmyślając o sensie życia na informatyce, naszła mnie niespodziewana ochota na obczajenie błędów ortograficznych i stylistycznych na oficjalnej stronie naszej szkoły. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wklepaniu frazy “zspzalasowa” w google (dokładnego adresu nie znam i nie chcę pamiętać), ujrzałem link wyróżniający się na tle innych. Link zawierający magiczne słowo “blog” i co więcej – jego autorami nie byli Storm & Axel.
Blog ten posiada 113 notek (ponad 3 razy więcej niż ten) oraz 277 komentarzy (ponad 2 razy więcej niż ten). Woah. No i jest bardziej kolorowy. Dlatego, nie pozostaje nam nic innego, jak pochylić głowę i oddać cześć temu o to linkowi:
-> http://xxxmarysoolxxx.bloblo.pl/ <-
Mimo, że jesteśmy kolegami po fachu, nie będziemy komentować wartości merytorycznych. Oczywiście, jest to blog jednej osoby, bez określonej tematyki (nasz luźno nawiązuje do szkoły), ale, ALE, pojawiają się tam treści związane z zspzalasowa (m. in. o Zielonej Szkole – czego nam brak), więc czujemy się odpowiedzialni, żeby linka podać.
Pozostaje nam tylko życzyć Wam, Czytelnicy (którzy nas pewnie opuścicie, chlip chlip), miłego czytania, komentowania i oglądania zdjęć.
Pozdrawiamy,
the two pokemon hunters
~Storm i Axel.
Tak. Ruszyło mnie sumienie i postanowiłem wreszcie sknocić coś nowego i ukraść z waszego terminarzu kolejne 10 minut. Ale żeby nie było do końca chamsko, przedstawię kilka faktów z ubiegłego miesiąca (aż tyle nic nie pisałem? :O). Ostatnio pisałem 5 kwietnia (ja – Storm, Axel pisał coś jeszcze o projektach intergejdyscyplinarnych więc tego nie wliczam), więc od tego czasu miało miejsce z pewnością wiele ciekawych rzeczy, więc raczej nie będę każdej z nich opisywał jakoś szczegółowo, bo po pierwsze nikomu nie chciało by się tej kupy gówna czytać, a po drugie sam szczegółów nie pamiętam.
Chyba najważniejszym wydarzeniem były kompetencje, chociaż mnie jakoś specjalnie nie interesowały, co więcej – cóż mogę o nich napisać – tyle że były. Śmieszny fakt, o którym myślę, fajnie wspomnieć to panika ludzi na wszelakich forach czy innych serwisach po tym jak okazało się, że “były wycieki :O”. Mniejsza.
Co tam się działo jeszcze? Z spraw klasowych to pewnie kolejne “starania” o wycieczkę, które sprowadzają się do ciągłego zwalania na jakąś inną osobę, przykładowo “A bo Justyna nic nie załatwiła”, “A Osa nie ruszył dupy do Oleary”, “A bo oni nie chcą”, itd. itd. Wycieczki jak się domyślacie – nie będzie, podobnie z balem, o którym za chwilę.
Docieramy więc do ostatniego tygodnia w szkole, który minął w anarchiczny sposób. Zniknął nasz władca lecz jak ujęliśmy to na WFie po zakończeniu hymnu “nawet gdyby był na końcu świata, my jesteśmy z nim” (czy coś w ten deseń). Bez specjalnego wysiłku można było zobaczyć efekty braku szefa, chociażby patrząc na wymachujących fajami pracowników za szkołą. Już jutro koniec wszystkiego dobrego. Boss wraca.
Wrócę teraz do jakże pożądanego balu, którego IMO nie będzie. Dlaczego? Śmieszne są niektóre warunki, które stawiają nam nauczyciele, bo sami chcą aby ten bal się odbył, bo “wypada” jednocześnie zniechęcają nas do tego. Jak? Sami wiecie. Początkowo koncepcja aby bal odbył się jedynie w gronie uczniów, bez żadnych osób towarzyszących raczej nikomu się nie spodobał, co było widać po liczbie osób chętnych na takie party. Teraz po przemyśleniach grona, okazało się, że bez osób towarzyszących, będzie za mało luda :O Cóż za zaskoczenie. Nastąpiła zmiana: można brać osoby towarzyszące… ale tylko z gimnazjum. Jedyny pozytywny aspekt to cena biletu wstępu, która ma oscylować w okolicach 15-20zł. Cała ta szopka jest nawet zabawna, ale szczerze – I don’t give a fuck. Będzie bal to pójdę, z czy też bez osoby towarzyszącej, nie będzie – popłaczę chwilę w kącie i mi przejdzie.
Poza tym w szkole to samo co zwykle. Wszyscy pilnie uczą się aby poprawić oceny. Serek stał się most wanted uczniem w szkole. Nauczyciele dalej nam gadają o naszej biednej przyszłości. Na zewnątrz zrobiło się ciepło, a nawet i kwiatki są. Jak mi coś jeszcze wpadnie do głowy to dorzucę.
Pozdrawiam
~Storm
Ps. Tak, wiem – minął miesiąc a ja napisałem ledwo kilka zdań. Postaram się odpokutować za ten niecny czyn.
Rozczaruję was – blog ciągle żyje i z racji powrotu do szarych murów codzienności, zostaje reaktywowany.
Dziś należy poruszyć kilka tematów, od ostatniego postu uzbierało się tego wystarczająco, żeby skleić wpis. O czym zaraz przeczytacie? Rekolekcje, próbne egzaminy, 1 kwietnia, 2 kwietnia i pojawiająca się na horyzoncie konkurencja dla bloga – o tym zamierzam nudzić.
Teoretycznie mieliśmy trzy dni wolnego. Yay! Cóż, może to ja jestem dziwny, ale wolałbym te trzy dni standardowo chodzić do szkoły. Czemu? Prosty bilans – normalnie siedziałbym w szkole w godzinach 8-13, a tak nie było mnie 12-16. W sumie mniej godzin, ale patrząc pod względem jakości, wyrwali mi najlepszy kawałek dnia. No ale w słusznym celu oczywiście.
Nie będę się rozpisywać o samym siedzeniu w kościele, to sprawa indywidualna (jednak chyba nie ma kogoś kto by nie narzekał na godziny naszych Mszy). Ubodło mnie tylko to, że jednak nie sprawdzano obecności
Ah, no i jak mógłbym zapomnieć – wyszło na to, że gimnazjum się wstydzi i nie śpiewa w kościele (za wyjątkiem małej grupy chłopców of kors).
Natomiast o chęć zniszczenia czegokolwiek co dymi przyprawiły mnie owe kochane próbne testy, tfu, próbne egzaminy kompetencji, nie, próbne egzaminy gimnazjalne. Tak czy srak, pytanie główne brzmi “po co?”. Po co je pisaliśmy? Oczywiście jedyna słuszna odpowiedź to “dla naszej własnej wygody, żebyśmy wiedzieli nad czym musimy jeszcze popracować”.
Oh wait, ale czy ten test nie jest z 2005 roku i raczej nie będzie go teraz? I czy ja nie jestem już na tyle duży, że sam wiem w czym jestem dobry a w czym nie? Jacha, jeśli ktoś chce się sprawdzić, niech się sprawdza, ale nie mieszajcie w to osób, które nie chcą. Ta nadopiekuńczość jest po prostu p-r-z-y-t-ł-a-c-z-a-j-ą-c-a. Dostajemy zadania, kartkówki, testy i ciągle przypomina się nam o tej zatrważającej dacie egzaminów, żebyśmy dobrze wypadli, a nauczyciele zachowali posady. Troche powtarzania jest ok, ale ludzie, nie popadajmy w skrajności.
Tak więc siedzimy sobie na tej sali, dłubiąc w nosie i próbując zasnąć. Czemu nie można wychodzić wcześniej? Nie wiem, może rozproszylibyśmy innych piszących. Nie było parę kluczowych dla rozrywki osób, jednak domyślam się, że średnia przez to podskoczy. Zabawa z listeningiem była ciekawa, całe szczęście przynajmniej, że wypuszczono nas wcześniej.
Aj, przypomniało mi się jeszcze. Zabawna sprawa była jak pisaliśmy poprzednie próbne testy, o ile pamiętam w grudniu. Piszemy sprawdzian, na którym pojawiają się zagadnienia, których jeszcze nie przerabialiśmy (bo pojawiają się wiosną) i jeszcze dostajemy z tego oceny.
.
Ciekawy dziś jest dzień. Ciekawy, bo nie dość, że wszystkie inetowe serwisy kłamią na potęge, to jeszcze można powiedzieć koleżance, że się ją kocha/ma mózg a potem to odwołać. I być fajnym i dowciapnym, a przecież o to chodzi w naszym marnym życiu. Im człowiek starszy, tym jakoś te pomysły na dokuczenie innym umykają, a lenistwo bierze w góre. Dlatego, z żalem, muszę przyznać, że nic konkretnego dzisiaj nie odpicowałem (jednak dzień się jeszcze nie skończył!). Jeśli wam się udało, piszcie w komentach – za każdego z nich, Stormowi poszerza się uśmiech. Jak się wam nie udało, to też piszcie.
Co więcej, jutro też jest wyjątkowy dzień. Wszyscy wiemy o co chodzi, więc nie będę tu rzucać cynizmem albo też się nad wyraz rozczulać. Czy ktoś wierzy w Boga czy nie, Jan Paweł II był wielkim człowiekiem i należy się mu cześć. No a jeśli ktoś do tego jeszcze podchodzi z religijnym zapałem, to praktycznie bycie jutro w kościele jest jego świętym obowiązkiem. Ah, jakby się wybierała większa ekipa, to dajcie znać, które miejsce pod dzwonnicą zajmujemy (to taki psztyk w nos odnośnie religijnej hipokryzji). Patrząc na jutrzejszy dzień z innego punktu widzenia, w szkole ma być jakaś akademia, więc niech ktoś mi łaskawie wyjaśni JAK TO WYGLĄDA I CZY IDZIEMY NORMALNIE DO SZKOŁY.
A teraz tak na deserek – blog będzie mieć konkurencję. Otóż, z pewnego źródła wiem (na razie oczywiście nieoficjalnie), że szkoła znowu chce mieć swoją gazetkę i zostanie ona reaktywowana. Oraz pewnie połączona z podstawówką. Z racji tego, że z redakcji byłego Gimnazjatexa pozostałem chyba tylko ja, nie wiem jak to będzie teraz wyglądało. Tak czy siak, Axel & Storm będą pisać dalej (mam nadzieję). Jeszcze w związku z tą gazetką – czy ktoś z was pamięta conieco o ścieżce ekologicznej z tego roku? Za każdą pomoc będę bardzo wdzięczny.
Wpis się kończy, ja z napięciem wpatruję się w słupek oglądalności bloga, a wy pewnie pakujecie się do szkoły. No dobra, żartowałem. Anyway, życzę wszystkim udanego powrotu do szkoły oraz pozdrawiam
~Axel
PS Motylek rox.
PPS Axel się już dowiedział, jutro akademii nie ma w szkole
.
Tak więc z wielką przykrością ogłaszamy iż nasz blog odchodzi powoli w niepamięć. Powodów jest masa: brak zainteresowania czytelników, brak czasu autorów, brak weny, chęci itd.
Mam nadzieję, że miło spędziliście czas czytając nasze dzieła, jednocześnie nie martwcie się: jesteśmy jeszcze w szkole. Jutrzejszego dnia adres do strony będzie już nieaktywny, za co też przepraszamy i pozdrawiamy wszystkich, którzy zechcieli poświęcić swój cenny czas na czytanie grup jedynek i zer pisanych przez nas.
Pozdrawiamy!
~Axel&Storm
Dziś będzie o zacnym konkursie na geja z najdłuższym e-penisem, czyli oficjalnie zwanym konkursem na najlepsze wiosenne przebranie (czy coś w ten deseń).
Każdy kto w szkole był wie, że wygrało trzech gejów (a właściwie to jeden gej i dwóch pedałów, w tym jeden z wojska – doświadczenie zawodowe i te sprawy). Na pierwszym miejscu wylądował….. geeeeejj. Na drugim miejscu natomiast pojawił się…… peeeedał. Na trzecim i ostatnim na podium miejscu natomiast ukazał się… peedał. Dobra, koniec pieprzenia o gejach i pedałach, teraz na serio.
1. Damian – wyglądał ok, zielono, jasno i to przynajmniej gej, a nie pedał – zasłużone (choć IMO nie do końca) zwycięstwo.
2. Osa – prawdopodobnie dzięki niemu wpis ten uzyskał taki tytuł. Wybacz bracie ale wg mnie przebieranie się za płeć przeciwną i odgrywanie “lejdi” było fajne w 6 klasie (kiedy też pojawiłeś się jako pani wiosna) i ewentualnie w drugiej gimnazjum w moim wykonaniu ofc. Podsumowując – wybacz osa ale bym Cię nie wziął ![]()
3. Mareczek to nie mam pojęcia skąd się tam wziął, bo IMO strój wojskowy z wiosną ma tyle wspólnego co koniec świata w 2012 z prawdą.
Zaletą konkursu był fakt, że dostałem czekoladę mimo iż byłem nie w swoich ciuszkach
(dziękować Axelowi i Osie
). Poza konkursem nic ciekawego w szkole zdaje się nie działo.
Ostatnimi czasy na blogu jest trochĘ (i proszę mi się więcej nie czepiać) pusto, a tematów do opisywania jest coraz mniej, także miło byłoby gdybyście wy czytelnicy pomogli propozycjami.
Pozdrawiam
~Storm
Ps. Dziękować Idei za pomysł na wpis.
Ps2. Akcja w filmie zaczyna się od minuty.
Bierzmowanie było i się udało. Strat w ludziach nie odnotowałem, jedyne co to zmarzły mi nogi. Wszyscy ładnie wyglądaliśmy oraz każdy otrzymał to, co otrzymać miał.
Było już o muzyce, trochę o internecie się przewinęło, czas na telewizję. Wynalazek zaiście przełomowy, który niestety stracił na znaczeniu na rzecz Sieci. (btw. “Why do you think the net was born? PORN PORN PORN!”). Jednak, o ile korzystając z internetu musimy poklikać i przewalić się przez kilogramy literek, to w przypadku TV zasada jest prosta – patrz nazwa posta [człowiek nie czuje kiedy rymuje].
Oczywiście, tak jak istnieje zarówno redtube.com jak i wikipedia, tak samo istnieją różne kanały. Ale przyznajcie się, jak wiele z nas (i jak często) ogląda Discovery, Animal Planet, etc.? Owszem, ponadto istnieją przydatne kanały informacyjne i sportowe, czasem jakiś dobry film poleci na HBO, ale większość populacji opiera się na zestawie TVN+Polsat i serwowanych przez nie shitach.
Filmów na tych kanałach nie oglądam, bo ich nie ma. Tak naprawdę są to reklamy przerywane filmem, a z racji tego, że im więcej ich oglądam tym mniej chcę kupować, omijam je szerokim łukiem. Oprócz pseudopolicyjnych programów (np. W11), trademarkiem tych stacji są denne sitcomy, gdzie już niewiadomo kto z kim i dlaczego, a limit empatii dla biednych bohaterów ciężko doświadczonych przez życie, został już dawno wyczerpany.
Jeszcze jedna ważna kwestia – telewizja ogranicza wyobraźnie. Nic nie musimy myśleć, wszystko nam podają – piękne, proste, przyjemne i kolorowe. W tym aspekcie książka jest jedynym słusznym rozwiązaniem, pobudza nas do myślenia i pozwala samemu tworzyć obraz ukazywanej rzeczywistości.
Pominę już chyba wszystkie ustawiane teledurnieje i realityszoł, samo pisanie o tym jest bolesne. Podsumowywując, TV jest dobre jeśli naprawdę nic sie nam nie chce i szukamy jakiejś niewymagającej rozrywki, jeśli jednak gnisz w fotelu całymi dniami – gnij dalej, im mniej ludzi sterowanych przez media, tym lepiej.
***bonus – opowiadanie niezwiązane z tematem***
Wyobraźcie sobie szkołę, gdzie nie można się nudzić…wrrrróć, wyobraźcie sobie szkołę gdzie czasami nie jest nudno. Jeśli wam się udało, jesteście całkiem nieźli. Jednak taka szkoła istniała i znajdowała się we wsi o wdzięcznym imieniu Przedlas. Przenieśmy się tam i zaobserwujmy łots going on, pewnego wiosennego dnia kiedy pada śnieg.
Była pierwsza lekcja, lecz Wiesław zdążył się już znudzić. Czuł się jak w klatce, nie wiedział czemu tu siedzi i jaki ma to cel. Był znudzony i coraz bardziej zły. Skończyło się mu jedzenie i nie przyniósł książki na lekcje. Patrząc na znudzonych uczniów, zdał sobie sprawę, że nie widzi kolorów. Wyjaśnienie jest bardzo proste, Wiesław był chomikiem.
Wieśka do szkoły przyniósł bardzo dawno temu Zdzisław, chcący zaszpanować przed kolegami swoim nowym kochankiem. Niestety tego samego dnia, chłopiec odkrył, że nie tylko zwierzęta mają gniazdo pasujące do jego USB. Ale o tym innym razem.
W klasie były cztery osoby, które się nie nudziły. Był to Tomek i jego trzech kumpli. Nie nudzili się dlatego, że robili zadanie na kolejną lekcję.
- Mówiłem ci, trzeba to było zrobić w domu, teraz to kiha. – powiedział jeden z nich.
- Twoja stara. – celnie zripostował Tomek.
- Jego stara to też twoja stara, you fail idioto. – wtrącił się delikatnie drugi.
- Czak Noris nigdy nie failuje. – filozoficznie stwierdził trzeci.
Tomek był zły, kumple nie pozwalali mu się skupić, a jeśli nie zrobi tego zadania, zostanie mu wymierzony Sądny Wzrok oraz dostanie Minusa Zagłady. Z racji tego, że był tak niezwykle skoncentrowany (jego zwieracze były w pełnej gotowości) nie zauważył, jak Stanisław rzucił w niego kredką.
Dopiero kiedy poczuł inną kredkę w swojej Grocie Nestle, uciszył kolegów i krzyknął do Staśka “pies Cię chędożył”. W tym momencie zamilkł nauczyciel, uczniowie przestali grać w karty i rozmawiać, a Lech palić. Ich spojrzenia powoli odwróciły się w kierunku Tomka. Jednakże nie widząc żadnego psa, wrócili do swoich zajęć, a Zdzisław był bardzo rozczarowany.
- Ale burdel. – pomyślał Wiesiek.
***koniec bonusu***
Nie, nie straciłem mózgu. Po prostu musiałem wypuścić trochę poyehania na zewnątrz. Mam też mały konkurs bez nagrody – co wyróżniało Staszka, Tomka i Zdziska? Podpowiem, że chodzi o choroby. Powodzenia & Pozdrawiam,
~Axel
PS Post powstał pod patronatem Joe Satriani’ego ( http://www.youtube.com/watch?v=OI5PoATwII8 ) oraz herbaty Lipton.
PPS Za każdą osobę, która napisze “Powodzenia, Storm!” w komentarzu, kuratorium przyzna mu +1 punkt. (informacja niepotwierdzona)
UWAGA Post w całości został napisany przez naszego czytelnika, który woli pozostać anonimowym. Thx!
Definicja tajemnicy? Szukałam w Wikipedii i doszukałam się tylko kwestii formalnych, moja domowa encyklopedia PWN również milczy na jej temat. Podejrzane, nieprawdaż? Wyglądałoby na to że ktoś tu ma przed nami jakieś tajemnice…
A więc proponuję zacząć od początku.
Na początku był Bóg, potem stało się światło, stało się niebo, stała się ziemia, stała się woda, stał się ląd…wreszcie ptaszki, rybki, pchełki i ludzie. Shit! czy to bajka dla maluchów czy najświętsza księga najpoważniejszej religii na świecie?! Tak, tak… to wszystko przenośnia, nie wolno odbierać tego dosłownie. Ale czy Bóg ma nas za idiotów że nie chce przedstawić nam faktów?
Do czego zmierzam. Na ścianie w sali nr 24 mojej szkoły wiszą takie mądre słowa: „To co wiemy jest kroplą. To czego nie – morzem”.
Prawda jest taka że niewiele wiemy o Wszechświecie… poprawka: gówno wiemy. Niewiele to my wiemy o nas samych.
Wydawałoby się że w definicji „tajemnicy” powinno znaleźć się słowo „niewiedza”. Bo przecież mając tajemnicę ukrywamy coś, czyli tym samym doprowadzamy do tego że ktoś inny czegoś NIE WIE.
A więc czy Bóg stwarzając nas i sprawiając że tak wielu rzeczy nie wiemy ukrywa coś przed nami? Czy ma tajemnice? I czy mieć tajemnice to grzech?
Wynikałoby z tego że albo nasz Stwórca wcale nie ma przed nami tajemnic albo nie ma w nich nic złego.
Ja byłabym skłonna uznać za prawdziwą alternatywę pierwszą.
Nie trzeba się długo zastanawiać aby dojść do wniosku że tajemnica to nie tylko niewiedza. Bo czy mały Jaś nie wiedząc skąd wziął się liść na drzewie kiedy tato nie potrafi mu tego objaśnić tak aby zrozumiał może osądzać ojca że ma przed nim tajemnice?
Możecie doszukiwać się w tym pytaniu odpowiedzi na pyt. zadane w 6 zdaniu akapitu 2.
Jakże często mówi się że świat kryje przed nami wiele tajemnic… jest to chyba drobne nadużycie tego słowa.
Tajemnica to wg mnie świadome zatajanie czegoś przed kimś i często towarzysząca jej usilna chęć niedoprowadzenia aby owy ukrywany fakt wyszedł na jaw.
Mając lekki zarys pojęcia „tajemnicy” można by sprawdzić jak ma się ona w kontaktach międzyludzkich…
Bo tajemnice w naszym życiu były, są i będą.
Bo są potrzebne.
Bo ma je każdy. Oczywiste. Lecz nie zawsze jesteśmy ich świadomi.
Jeżeli nie jest idiotą szybko powinieneś sie zorientować że to co tu pisze jest sprzeczne z tym co napisałam wyżej. Masz racje. Ale jeżeli oprócz tego masz jeszcze zdolność obserwacji tego co dzieje się dookoła powinieneś wiedzieć że świat jest pełen sprzeczności.
[prawda jest taka że nie potrafię jednoznacznie określić tego co uważam za tajemnicę a powyższa nieudolna próba była po to aby od czegoś zacząć]
Jednakże nie do końca mając pojęcie co zalicza się do tajemnic, można spróbować je jakoś skategoryzować:
-tajemnice potrzebne [zalicza się do nich to co kryją przed nami władze, ważne organizacje i uczeni. Bo lepiej jest czasem po prostu nie wiedzieć...]
-tajemnice niebezpieczne [zatajanie istotnych wiadomości i faktów przed kimś mające na celu chronienie własnego tyłka, zmianę wydarzeń, wyrobienie opinii, wywieranie wpływu na decyzje...itp. Towarzyszy im zwykle ogromny strach przed ujawnieniem prawdy]
-tajemnice niegroźne [kiedy stwierdza się że można coś pominąć lub gdy uzna się że niektóre informacje powinny być znane tylko wybranym osobom. Atutem takich tajemnic jest to że ich znajomość bądź niewiedza nie wpływa w żaden sposób na przebieg wydarzeń]
Wyróżniłabym jeszcze jeden rodzaj tajemnicy, a mianowicie tajemnica-ja. Brzmi dziwnie ale jest nam wszystkim dobrze znana. Chyba każdy człekokształtny zanim coś powie pomyśli, a u większości są jeszcze zachowane jako takie proporcje myśli do słów i czynów. Jaśniej?
Wszyscy przywiązują wagę do opinii innych. Ostrożnie ważymy słowa, zastanawiamy się jak postąpić odpowiednio do danej sytuacji…i to w zasadzie dobrze, bo zwykle robimy to dla innych. Jednak co się z tym wiąże, nie zawsze postępujemy zgodnie z samym sobą. Dlatego też często zachowujemy wiele rzeczy tylko dla siebie. Nasze myśli, opinie, poglądy… „bo i po co to komu wiedzieć?!” -prawda. Jednak z zewnątrz właśnie poprzez zatrzymywanie wyłącznie dla własnej osoby takich wiadomości możemy być odbierani zupełnie inaczej. Właśnie dlatego tak naprawdę każdy z nas jest swoistą tajemnicą dla innych.
Czy można mieć tajemnice przed samym sobą?
Jeżeli by brać pod uwagę to co napisałam wcześniej, tego typu stwierdzenie wydawałoby się być czystą abstrakcją. No bo skoro tajemnica to zatajanie jakiegoś faktu bądź informacji przed kimś – niedoprowadzenie aby niewiedza stała się wiedzą, jak można sprawić ażeby jednocześnie coś wiedzieć i nie wiedzieć?!
Jednak wg mnie możemy być dla siebie tajemnicą. Bo czy wiemy kim będziemy jutro, co zrobimy jeżeli wydarzy się coś niespodziewanego, i w końcu: czy tak naprawdę znamy nas samych?
Wszystkie pytania w tym akapicie pozostawiam bez jednoznacznej odpowiedzi.
Czy posiadanie tajemnic równa się z brakiem szczerości wobec innych?
-Nie, -może…, -raczej tak, -z pewnością…
W zależności od rodzaju tajemnicy odpowiedzi będą różne. Myślę że nie warto się o tym rozpisywać bo wypadałoby rozważać każdy pojedynczy przypadek.
Przyjaźń, a tajemnice…
Powszechnie znana jest prawda, że najwięcej informacji powierzamy właśnie przyjaciołom. W zasadzie to mogłabym i się z tym zgodzić, ale… no ale. Chciałabym opisać pewną tendencję którą zaobserwowałam w życiu. Czyż nie jest tak że kiedy kogoś poznajemy [i chodzi mi tu głownie o osobę płci przeciwnej, którą tak właściwie dopiero chcemy poznać] powierzamy mu wiele tajemnic? Bo zwykle właśnie najłatwiej jest się zwierzyć obcej nam osobie… otworzyć się przed kimś kogo jeszcze nie znamy.
Więc jak to jest w końcu z tym zaufaniem?
Na koniec
Są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia, którymi podzieliłam się bez pobierania żadnych opłat od autorów bloga. Mam nadzieję że choć w niewielkim stopniu pomogą poznać tytułową mroczną poddziedzinę naszego życia. Oczywiście równie dobrze możecie stwierdzić że jest to lanie wody o niczym, które sie w dodatku kupy nie trzyma[celowo zawiera wiele niedopowiedzeń]. I zapewne w pewnym stopniu macie rację, humanistą nie jestem. Wolę myśleć niż pisać, a pisanie o tym co myślę przysparza mnie o konwulsje mózgowia gdyż posiadam cholernie mały zasób słownictwa.
Pozdrawiam wszystkich, a dziękuje tym którzy to przeczytali.
ostatnie komentarze