Wiecie rozumiecie, Walentynki i te sprawy – czas poruszyć delikatny dla wielu chłopców temat. Mianowicie, porozmawiam sobie o zjawisku znanym jako analfabetyzm. Rozczarowani? Mam nadzieję, że nie.
W sumie to wpis z analfabetyzmem nie będzie miał wiele wspólnego, ale poniekąd do niego nawiązuje. Według mnie, problemem nie jest to, że społeczeństwo nie umie czytać. Problemem jest to, że społeczeństwo nie czyta prawie w ogóle. Jedyne co dzisiejsza młodzież przebiega wzrokiem i przetwarza jako informację są zapewne komentarze na naszej-klasie i rozmowy gadugadowe, ewentualnie ktoś pokusi się o jakieś forum czy artykuły w necie. A teraz, czytelniku odpowiedz sobie, ile stron przeczytałeś na papierze? Pomijamy oczywiście nudne podręczniki w szkole.
Mała dygresja – link do bloga trafił do wielu osób. Część z nich, po jakichś 10 sekundach od otrzymania adresu, odpisała “bez sensu, takie długie, nie chcę mi sie czytać”. Niestety syndrom *ściana liter trafia cię i zadaje 99999 obrażeń twojemu mózgowi* jest coraz częstszy. Skąd się to bierze?
Ano i wracamy do szkoły, a konkretniej lektur szkolnych. Po dawce patriotycznej prozy Sienkiewicza czy epopei wieszczów narodowych nawet mi odechciewa się czytać. To co szkoła każe nam czytać niespecjalnie zachęca do sięgania po książki na własną rękę. Wiem, że zaczynam brzmieć jak jakiś moralizator, prawiący że czytanie to błogosławieństwo i dzięki niemu będziecie mieli niezawodną erekcję na starość. Po prostu smutno mi, że dążymy do samozagłady.
Świat jest debil-friendly, nie okłamujmy się, że jest inaczej. Nie trzeba już szukać wiedzy czy też kombinować na własną rękę. Magiczna trójca ctrl+a ctrl+c ctrl+v (ewentualnie jeszcze print) załatwia każdy problem. Ludzie nie czytają już nawet tego co kopiują, więc jak mogą czytać coś z własnej woli? Wiem, że fajniej jest wyłączyć mózg i włączyć telewizor (przez oglądanie Discovery naprawdę nie staniesz się inteligentniejszym, choć muszę przyznać, że niektóre kreskówni na Cartoon Network są w pyte), albo rozwalić 3749 wrogów w jakimś FPSie na kompie (przy okazji, gry są coraz łatwiejsze i to też jest smutne). Ale wyobraźmy sobie sytuację, że pogoda jest jaka jest i nie mamy worków po ziemniakach, żeby sobie pozjeżdżać, nasza neostrada 256 nie ściągnie już ani kilobajta gry, a w telewizji leci “Kevin sam w domu”. OMG i co teraz? Zostaje redtube.com albo literatura.
Nie mówię, żebyście czytali jakieś ambitne czy pokręcone książki, zacznijmy lajtowo – od czasopism. Wydanie 15 zł miesięcznie na CD-Action wielkim problemem nie jest ( a i gra będzie!), a w Playboyu oprócz zdjęć są też naprawdę ciekawe artykuły. Po takim ostrym treningu (mózgu, nie nadgarstka) możecie przejść do jakichś lekkich książek. Nie tak lekkich jak Franklin czy Antek, ale jakaś wesoła fantastyka, na przykład Sapkowski jest wporzo. Ja mam tak, że jeśli przebrne przez pierwsze 50 stron, nie odpuszczę i choćby było to niewiadomo jakie gówno – skończyć muszę (no chyba, że zakończenie jest tak oczywiste jak to, że Staś i Nel będą żyli długo i szczęśliwie). Nie zrażaj się, że pierwsze strony odrzucają – tak jest zawsze. W bibliotece szkolnej może zbyt dużego wyboru nie ma, ale coś ciekawego znajdzie się zawsze.
Jak już przeczytacie tysiącpińcetstodziwięćset stron, napiszcie coś samemu i przyślijcie, a wujek Axel oceni, a jak będzie dobre – ogłosi jako swoje
. Żeby was zachęcić do jakiegoś zalążka własnej twórczości , organizuję konkurs na “Najlepszy pomysł o czym będzie następny artykuł na blogu”. Nagrody się pewnie domyślacie (zresztą i tak nie powala więc nie ma się czym chwalić). A teraz wybaczcie, muszę kończyć. Czeka na mnie deska klozetowa i stare CDA. Pozdrawiam,
~Axel.
ostatnie komentarze