Archiwum kategorii 'Szkoła'

07
maj
09

projekty intergejdysciplinarne.

Szczerze mówiąc, nie potrzebuję tych ocen. I nie chce mi się bawić. I szczerze wątpię, żeby to było z urzędu obowiązkowe. Ale mamy to zrobić.

Ołrajt, soł jak wszyscy wiedzą mieliśmy być podzieleni na pięć grup. W zamierzeniu grupy miały przygotowywać każda oddzielnie jakiś temat. No ale wait a sec, przecież chyba nie jest zabronione komunikowanie się między poszczególnymi grupami? Co więcej, to jest tylko jakiś pieprzony projekt, który zapewne gówno da. Jedyną NIEFAJNA kwestią jest to, że dostaliśmy aż 2 dni na wymyślenie swojego tematu. Jednakże na zrealizowanie go mamy 30 dni, co jest KUPĄ CZASU. W tym czasie każdy samemu by sobie coś zrobił.

Jednak integracja przede wszystkim. No ale dobra, w końcu to doprawdy serious business, te oceny takie ważne, a odpowiedzialność wykonania dyrekcji jest przytłaczająca, więc dzisiaj na szanownym j. polskim. rozpoczęło się gorączkowe ustalanie. Które przebiegało do dupy. Głównie przebiegało w ten sposób, że kartkę i możliwość jej zmiany dostały może 3-4 osoby (w tym 2-3 na jedynie chwilę).

Pierwsze rozdysponowanie było żartem. Wyjątkiem była ekipa z Dolc, którą mr. Czeczen sam sobie rozpisał. (jako bonus dodam, że znajdowało się tam 5 chłopa i, uwaga, jedna dziewczyna :) ). Ja wziąłem te osoby, które były zainteresowane biologią i mi o tym powiedziały oraz dwóch chłopa którzy siedzieli blisko mnie (naprawdę miałbym do kogoś krzyczeń na j. polskim? :O). Potem kartka na długi czas zniknęła i powróciła ze stanem : jedna grupa “elitarnych” dziewczyn, reszta dziewczyn, reszta chłopaków. Wystąpiło “małe niezbalansowanie” drużyn. Osoba, która była odpowiedzialna za grupy stwierdziła jednak, że ich nie zmieni.

Zmuszony zostałem w takim razie do przechwycenia kartki i sporządzenia “wersji drugiej”. I tutaj było naprawdę miło, ja wymieniłem parę osób na osoby słabsze, powstała grupa męsko-damska, a ekipa z Dolc przyjęła pod swoje skrzydła osoby troszkę mniej radzące sobie w matematyce. Było naprawdę dobrze (prawie tak jak w grupach które robiłem na matematykę bez granic :) ).

Jednak jak się okazało, demokracja znowu dała ciała. Jednej osobie po prostu się grupy nie podobały i stwierdziła, że tak nie będzie. Czemu się nie podobały? Ano bo zamiast 5 dziewczyn jakie miały być są tylko 3, a pozostałe osoby są suabe i nic nie będą robić. Otóż, takie skreślanie ludzi z góry jest KRZYWDZĄCE i DEBILNE. Sam wiem z doświadczenia, że wystarczy dobre podejście i dobre wyznaczanie zadań, żeby każdy mógł się wykazać. Tutaj jednak okazało się kto jest słaby psychicznie i egoistyczny. Dyskusja nie przyniosła rezultatów, natomiast poskutkowała metoda “ide do mamy”. Teraz rzeczy, które prawdopodobnie nie wszyscy wiedzą. Po lekcjach udałem się do dyrekcji (nawet bez mundurka, o!). Pogadałem sobie, przedstawiłem swoje argumenty które zostały zaakceptowane. Odniosłem jednak wrażenie, iż mimo że dyrekcja przyznaje mi 100% i wyraża się niepochlebnie o całej dramatyce sytuacji, musiało zostać coś już wcześniej obiecane. Gdyż, uwaga, SĄ TYLKO 4 GRUPY. Tak, tylko 4 co oznacza, że 3 będą siedmioosobowe i jedna ośmioosobowa. A jak mamy się podzielić? A no tak, żeby wszyscy (tj jedna osoba) byli zadowoleni – OBOWIĄZUJĄ GRUPY Z WERSJI PIERWSZEJ, NATOMIAST OSOBY Z GRUPY PIĄTEJ WERSJI PIERWSZEJ ( ci słabsi) MAJĄ WEDLE UZNANIA PRZENIEŚĆ SIĘ DO INNYCH GRUP. Sry za capsa. Powodzenia w wymyśleniu tematów. Pozdrawiam,

~Ax

PS Olej szkołę zostań ninja.

05
kwi
09

żyć i umierać w… hasioku?!

Jeżeli poziom Twojej inteligencji przekroczył już próg 25 to powinieneś już dawno wiedzieć, że dziś będzie o zacnej podróży na targi szkół ponadgimnazjalnych w Tarnowie. Jako iż nie każdemu przyszło przeżyć to co my sami przeżyliśmy postaram się pokrótce przedstawić minione fakty.

3 kwietnia 2009 roku, klasy 3 Gimnazjum wybrały się pomarańczowym hasiokiem (lub bardziej oficjalnie: pomarańczowym, luksusowym autokarem o pojemności za małej o 10 miejsc) na targi szkół, które mają się odbyć na przedmieściach Zalasowej (tj. w Tarnowie). Początek standardowy: kierowca chcąc pokazać na co stać jego sprzęt włącza ogrzewanie, a wszyscy otwierają okna co by się nie udusić. Na każdym zakręcie spod naszych nóg wydobywają się coraz to piękniejsze melodie (nie! to nie jest skrzypienie!). Niestety na jednym z zakrętów struna pierdolnęła (co było poprzedzone przez fakt tupnięcia Galasa) i słuchana przez wszystkich melodia przemieniła się w brzydki (i śmierdzący zarazem) odgłos spadającego samolotu (BBBZZIIUuuuuuuuuuuuuuuuu!). Autobus zatrzymał się, lecz kierowca nie zaobserwował nic godnego uwagi, więc ruszamy dalej i po 300 metrowej przejażdżce mechanicy z Dolc odkryli że wysiadł… resurrr! Wszyscy wypad z autobusu, a kierowca pojechał sam. Wylądowaliśmy na zadupiu bez perspektyw. Jedni mieli nadzieję w przejeżdżającej do elektrowni latarce, drudzy zaś uzyskali niepotwierdzone informacje, że wypadek z autobusem to tak naprawdę spisek Marka (co głosił znak drogowy). Nieprzerażeni ubiegłymi wydarzeniami czekamy na zbawienie, które przybyło… w kolejnym pomarańczowym hasioku :| . Wsiadamy lecz autobus nie wydaje już pięknych melodii, ale przynajmniej ogrzewanie dalej działa. Szczęśliwie docieramy na miejsce (tj. targi) i idziemy na nudne “wykłady”.

Na wykładach nie było nic zbytnio ciekawego, prócz pani gadającej to co już dawno wiemy. Co wiemy? To że kompetencje to poważna sprawa i naprawdę musimy się do nich przyłożyć, że wybór szkoły jest bardzo ważny, bo od niego może zależeć nasza przyszłość itd. itd. Jedyną interesującą rzeczą były wymiary pani wykładającej…

Na samych targach było trochę lepiej. Była muza, był dancefloor i nawet ciasteczka były! Niektórym nawet udało się nawiązać nowe znajomości. Nikt o swoich wymarzonych szkołach informacji nie zbierał. Jedyną rzeczą jaką wszyscy zbierali to ulotki, które są jakże ważne i zawierają bardzo cenne informacje.

Powrót był również ciekawy. W Skrzyszowie połowa ulotek skończyła jako samoloty (tyle że w formie materiału na samolot), a w Szynwałdzie pan w garniturze próbował zrobić nam fotkę swoim wypasionym Słonym Eriksonem K69.

Czy jestem zadowolony z podróży? Myślę że tak. Było zabawnie, zjadłem trochu ciasteczek i ogółem nie było źle. Jedyną wadą był fakt, że wróciliśmy dużo później niż powinniśmy, ale nie będę już o to płakać.

Pozdrawiam
~Storm

06
mar
09

raport z inwazji 06.03.09

Siedzę zamknięty w ubikacji od około 7 godzin. Ciemno tu. Na papierze toaletowym wycinam litery, które daje psu – on ma to szczęście, że nie wie jakie niebezpieczeństwo czyha za rogiem i wklepuje litery na blog. Chyba nie będzie obciachu, jeśli przyznam, iż naprawdę się boje.

Nadeszli znienacka. Zawsze tak nadchodzą, ale teraz byli szybsi niż przypuszczałem. Odlatywałem właśnie do Krainy Wiecznego Szczęścia (nie, nie powiem wam co w niej jest), dzięki pomocy mr. Flinstona, któremu za to dziękuje. Pokonywałem właśnie orbitę Ziemi, kiedy doszły mnie ich głosy. Najpierw ciche, zwiastujące niepokój, potem coraz głośniejsze, pewniejsze i złowróżebne. Konsternacja moich pobratymców z klasy szybko przerodziła się w paniczny strach. Patrząc na ich twarze nie musiałem pytać, kto jest za ścianą. Wiedziałem to. Nie chciałem tego wiedzieć, ale wiedziałem. Nasza szkoła została najechana przez lubczaków.

Mimo strachu, rozpoczęliśmy gorączkowe przygotowania do odparcia ataku. Co odważniejsi z nas podwinęli rękawy, a mr. Czeczen zmontował znak ostrzegawczy. Zaczynaliśmy odzyskiwać pewność siebie, znalazło się nawet paru samobójców gotowych zaatakować w pojedynkę, gdy lubczoki rozpoczęły jeden ze swoich najgorszych ataków – ich plemienno-godowo-bicioświniowo śpiew, w rytm popularnoobrzydliwej melodii Ciepły ‘i’ Zimny.

Jedna myśl. Jedno cięcie. Może nawet nie poczułbym bólu? Brakło mi odwagi, żeby to zrobić. A szkoda, gdyż najgorsze miało dopiero nadejść.

Dzwonek. Moment prawdy. Podrywam się z miejsca, wybiegam przez drzwi. Może mnie nie zauważyli, nie wiem, przedostałem się do nieświadomych jeszcze zagrożenia kolegów z pierwszych klas. Ich zapach tam nie doszedł, byłem bezpieczny. Stwierdziłem jednak, że powinenem uratować moich braci z klasy, powziąłem więc niebezpieczną wędrówkę wzdłuż korytarza.

Na początku ich nie zauważyłem, gdyż nie ubrali swoich strojów bojowych (gumofilce + skóra z świni). Usiadłem z kolegami, wypatrując zagrożenia. Wtem zauważyłem znak ostrzegawczy mr. Czeczena. Obróciłem się i ujrzałem ich.

Obudziłem się pod drzwiami gabinetu pedagog, kiedy przestałem krzyczeć. Storm był obok mnie, cieszyłem się, że on też przeżył. Dostaliśmy się do Azylu, bezpiecznego za drzwiami klatki schodowej gdzie przeczekaliśmy przerwę wystawiając lubczokom tyłki. Niespodziewanie ktoś otworzył drzwi i powiedział, iż mają być zamknięte. Cóż, całe szczęście, że tamci nie wykorzystali okazji i nie zaatakowali.

Kiedy zaczęła się kolejna lekcja, mogłem stwierdzić, że jesteśmy już bezpieczni. Niestety – kolejny horror dopiero się zaczynał. Myślałem, że piątek to dzień bez matematyki. Myliłem się i jest mi przykro.

Zaczyna brakować mi tlenu, ale Harry mówi, że oni nie wrócą. No cóż, chyba pora wyjść na niezepsute powietrze.

***

Tak, wiem, ten post jest niemalże o niczym.  Wybaczcie, ale obecnie zajmuję się tylko mechaniką, kumplami z zerówki, termodynamiką, psem, elektrostatyką i Stormem. Dla reszty – nie ma mnie i nie mam czasu, sry. Jak już wygram konkurs to napiszę coś wartościowszego. Pozdrawiam,

~Axel

PS Uważam, że to co zrobili dziś Ci ziomale z Lubczy śmierdziało odrobinkę wazeliną. To jest niefajne. Osobiście nic do nich nie mam, ale lubię jak jest śmiesznie i lubię swoich kolegów. Zalasowa ftw!


02
mar
09

Antyponiedziałkowa paczka śmiechu 1

Dziś mała recepta na banana na twarzy czyli tak jak tytuł mówi – Antyponiedziałkowa paczka śmiechu. Dlaczego antyponiedziałkowa? Każdy wie, że poniedziałek psuje wspaniałą niedzielę, a my postaramy się załagodzić ten efekt. Co tydzień w poniedziałek będziemy umieszczać paczkę mniej lub bardziej śmiesznych rzeczy – zapraszamy do czytania.

Na początek być może proste, jednak często zaskakujące i odbiegające od rzeczywistości hasła, dzięki którym kilka osób trafiło właśnie tutaj – na bloga.

owłosione nogi zdjęcia – tak, to mój fetysz, ale za darmo ich nie dostaniesz
pełno zdjęć i nazwy pokemonów – http://www.fotka.pl – nie ma za co.
czy dziewczyny w piątej klasie mają włosy pod pachami – zastanawiasz się nad depilatorem jako prezentem dla swojej wybranki?
zalety zbierania złomu – hajs i powszechny respekt, definitywnie
jak uzyskac haslo do naszej klasy – znajdź karteczkę z zapisanym hasłem, to oczywiste
extra baŃki - Axel miał, ale wziął na dyskotekę i mu zayebali
być dupkiem czy nie być – hmm… nie zastanawiałem się nad tym
trzynastolatki sex filmy – jak jakieś znajdziesz to podrzuć

Dziwnych rzeczy ludzie szukają w internecie, ale przynajmniej się nam oglądalność zwiększa.

Teraz jako główne danie serwujemy kilka dowciapów z pewnego forum oraz sławnego basha ;]

NAUCZYCIEL: Jak byś nazwał osobę która mówi pomimo, że ludzie wcale nie są zainteresowani?
UCZEŃ: Nauczyciel.
(przy okazji wspaniale sprawdza się na niektórych lekcjach)

NAUCZYCIEL: Dlaczego się spóźniłeś?
MACIEK: To z powodu znaku.
NAUCZYCIEL: Jakiego znaku?
MACIEK: Tego niedaleko szkoły: “Uwaga! Szkoła w pobliżu. Zwolnij!”

kuba: cześć tato – tu kuba, moglbys przepisac mi tutaj kod doladowujacy z kartki ktora lezy w szufladzie?
tata: jaki kuba

ona: słyszałam, że niemka Cię do dyra wysłała =)
ja: no …
ona: za co?
ja: Abo widzisz tak jakos wyszło że powiedziała :Wiesz co ty to już mi sie po nocahc snisz”
ona: i tylko za to?!
ja: yyy…nie no bo ja odpowiedziałem: “No to bardzo fajnie, ale co mąż na to”
ona: ty też mogł bys czasami ugryźc się w jezyk…

I klasyk:
m4tt: wiesz.. 67% dziewczyn nie uzywa mozgu
funky_girl: ja naleze do tych 13 %

Wiem, że niektóre są dosyć stare i z pewnością znane, lecz nawet na twarzach tych, którzy owe cytaty znają, powinien zagościć na twarzy mały uśmiech.
Na deser mały screen:

A na zakończenie film:

http://www.snotr.com/video/1722

Pozdrawiamy
~Axel&Storm

Ps. Rozumiemy, że prowokacja to fajny sposób na zabawę (zwłaszcza jeżeli ma się urojenia mózgu), lecz nie będziemy ich tolerować (tak, zwracam się do “i tell you”). Rozumiem, że Twoje dzieciństwo minęło pod ciężkim znakiem żelazka, ale wrzuć sobie na luz – życie tak naprawdę nie jest takie złe. I tak btw. nie widzę nigdzie na blogu naśmiewania się z dyrekcji czy nauczycieli. Proszę również o to, aby nie używać naszych oficjalnych imion, a tym bardziej nazwisk – skoro jesteśmy już w internecie – bądźmy za ścianą firewalla pod pewnymi ksywami.

15
lut
09

Jak nie być dupkiem + konkurs cz. 2

UWAGA – pomysł na dzisiejszy art pochodzi od czytelnika o nicku  Kluzia. Thx!

Panuje dziwny światopogląd, zakładający, że ludkowie dzielą się na tych którzy dostają lanie i tych którzy to lanie serwują. Jeśli nie jesteś agresorem, to pewnie jesteś ciotą. Owszem, przetrwają najsilniejsi, ale można też być predatorem nie będąc przy tym strasznym kurvinoxem.

Każdy chce być fajny – było to poruszane już wiele razy na łamach bloga. Duża część osób dążących do maximum fajności (znanego też jako Axel) próbuje osiągnąć to kosztem innych. Wg mnie jest to dopuszczalne do pewnego momentu. Potem jest się już dupkiem.

Kim jest dupek? Jest osoba, która swoim zachowaniem po prostu od siebie odpycha i to nie dlatego, że jedzie mu z paszczy jak mojemu chodzącemu słoikowi smalcu. Kluczowym atrybutem dupków jest hipokryzja, niestety coraz popularniejsza. Ta, zdaję sobie sprawę, że pewnie część z Was nazwie mnie w tym momencie dupkiem. I dont give a shit. Jak już wspominałem wyżej – inną drogą dupkowania jest próba bycia śmiesznym kosztem drugiej osoby. Najczęściej wychodzi z tego jeden wielki fail, a nawet jeśli jest przez chwilę śmiesznie – prędzej czy później to przybierze żałosne formy.

Większość dupków zgrywa złośliwych twardzieli bo to, żeby ukryć jak suabi są w środku. Bo są. Strach też się tam ukrywa. Smutne tylko to, że wyciągniesz takiego z grupy ziomali, a ten, nagle tracąc swoje plecy, pęka jak jajo na Wielkanoc. Kozaczenie przez internet to jeszcze inna działa – zza monitora każdy potrafi być odważny. A więc przejdźmy do meritum, czyli jak dupkiem nie być :

  • nie sil się na śmieszność. Jeśli nie masz wrodzonego daru do bycia śmiesznym, pewnie Ci nie wyjdzie i tylko kogoś urazisz.
  • nie zgrywaj twardziela gotowemu każdemu wpieprzyć, bo pewnie i tak nie masz na tyle dużych cojones.
  • nie zdradzaj kumpli. Zdrada to czymś czym można tylko gardzić.
  • trochę grzeczności może wiele pomóc. Proszę, dziękuję i
  • przepraszaj jeśli wyjdzie, że dałeś dupy. Niewiele osób ma odwagę przyznać się do popełnionego błędu i przeprosić.

Może i tych rad nie ma dużo, ale dupkiem można być na setki sposobów, a ja nie jestem na tyle zdesperowany by je tu wymieniać. Po prostu ludzie, jeśli musicie już żyć na swój własny poqrwiony sposób, to przynajmniej nie utrudniajcie życia innym.

A teraz z innej beczki – wyniki małego “konkursu”

  1. miejsce i tytuł mistrza zajmuje Pablox
  2. miejsce – Idea
  3. egzekwo (nie mam pojęcia jak się to pisze) Karolus i Gomes

Poprawne odpowiedzi nadesłali również Kuba, Ada i Kluzia. Te osoby wezmą udział w pasjonującej dogrywce o zestaw do robienia baniek mydlanych z fajną krową na okładce. Z tej racji, że skończyły mi się historie miłosne, tym razem będzie się liczyła wasza znajomość chakterystycznych cech paru osób ze szkoły. Pytania konkursowe (lol) zostaną zamieszczone w poniedziałek o godz. 18:00, tak aby wszyscy mieli równe szanse. Czuwajcie przy monitorach! Pozdrawiam,

~Axel

13
lut
09

Feeeriee

Tak jest, dobrze widzicie – Storm coś pisze. Zostałem do tego zmuszony przez moje sumienie, więc z jego pomocą postaram się napisać coś przy czym nie zaczniecie wymiotować wczorajszym śniadaniem.

Tak więc – nareszcie ferie! A z feriami kupa niczego, bo szczerze – wątpię aby było wiele osób, które ten wolny czas wykorzystają (i nie mam tu na myśli spania do godziny 12). Odbiegłem trochu od tematu, bo przecież mam tu napisać, o… feriach?

Ferie to po prostu czas wolny od szkoły – o czym więc mogę tu pisać? Ostrzegam, że będę ostro lał wodę :)

Co ciekawego wydarzy się w szkole w te ferie?
- chyba najważniejszy i najatrakcyjniejszy ich punkt to jakże zacna dyskoteka, jak wiadomo odbędzie się w godzinach 15-19 i mam nadzieję, że przyjdzie jak najwięcej osób, bo w domu niestety was, drodzy czytelnicy, nie zobaczę
- zawody sportowe sobie odpuszczę, jako iż szczegółów na ich temat nie znam, a i tak prawdopodobnie mało kto tam będzie
- zajęcia dodatkowe – niektórzy muszą, niektórzy robią to z chęci – tak czy siak różnego rodzaju zajęcia odbywać się będą
- no i pozostaje oczywiście plastyka kuchenna z panem S. :)
- kilka rzeczy, które pominąłem (pewnie nic o nich nie pamiętam)

Osobiście bardzo liczę, że dyskoteka będzie w miarę udana i tym razem pani O nie przyjdzie i nie zakończy nam dyskoteki godziny wcześniej, oraz oczywiście, że Dj Kapeć & Stork mnie nie zawiodą i będzie można się dobrze “bawić”, czy też ewentualnie dobrze stać pod ścianą. :)

Tak uroczyście zakańczam swój bezwartościowy wpis i mam nadzieję, że nie żałujecie zmarnowanego czasu na tyle, aby mnie skrzywdzić.

~Storm

Ps. Jako iż od niedawna posiadam nowy ekłipment to w niedalekiej przyszłości prawdopodobnie pojawi się kilka recenzji gier + być może film z komentarzem (jeżeli będzie zainteresowanie takim czymś ;] ).

Pozdrawiam i żeby nie było – ostrzegałem – nic ciekawego w tym poście nie ma.

13
lut
09

Walętynki – wyścig szczurów cz. 3 + konkurs!

Tak, wiem, Walewtyłki jutro, ale coś napisać trzeba. Anyway poniższy post dużo wspólnego z tym hamerykańskim “świętem” mieć nie będzie. Storm ciągle nie ma weny, a więc to na mnie – specjaliste od gimnazjalnych miłości i polityki – spada odpowiedzialność napisania CZEGOKOLWIEK. Jak się pewnie co poniektórzy z Was już domyślają – wpis będzie właśnie o polityce i loffcianiu.

Axel się nie pomylił – wybory potoczyły się dokładnie tak jak potoczyć się miały. Zarówno w podstawówce jak i w gimnazjum wygrał chłopak, dzięki któremu szkoła pójdzie z dymem :) . Reszta samorządu gimnazjum jest oczywiście odpowiedzialna i sumienna, więc możemy spodziewać się happy endu. Czy jestem zadowolony z wyników? Tak. Zaskoczyła mnie jedynie  niska frekwencja oraz to, że Zadyma jednak nie wygrał.

Teraz, skoro jest już po zawodach, mogę odkryć nieco kart. Oczywistym jest, że wspierałem Damiana. Oczywistym jest też to, że robiła to jego siostra. Taka jest kolei rzeczy i jakiekolwiek oburzenia będę uważać za głupie. Ci z was, którzy znają się trochę na politycznych gierkach zauważą, że nie zmieni się wiele – szczególnie w tym roku. Za sznurki samorządu ciągle pociąmy my. Jak będzie za rok, można tylko przypuszczać. Ale pewnie będzie śmiesznie i to mnie cieszy.

O samych dzisiejszych Walentynkach wiele powiedzieć nie mogę. Niestety te 7 kartek które sobie wysłałem nie doszły (może pomyliłem klasę?). Poczta wyglądała jak należy, jej skład się zbytnio nie zmienił. Żałuję jednak, że dekoracja szkoły wypadła kijowo i nie pojawiła się na korytarzu muzyka. Chciałbym tylko przypomnieć że “prawdziwe” Walentynki są JUTRO.

Dobrze, nie zdychajcie już z ciekawości co to będzie za konkurs. Z racji dzisiejszego (i jutrzejszego!) dnia – będzie to konkurs o miłości. Konkretniej to o trzech miłościach. Osohodzi? Otóż zaprezentuję wam zaraz 3 miłosne historię, zastępując imiona prawdziwych osób zmyślonymi. Waszym zadaniem jest dobrze się bawić oraz napisać na mój nr gg (5393614) jakie prawdziwe imię i nazwisko kryję się pod tym fikcyjnym. Nie mówie, że będzie łatwo, ale trochę pogłówkujecie i super kieł. A no prawie bym zapomniał – nagrody. Zwycięzca zostanie wymieniony w następnym artykule oraz cały tydzień po feriach będę się do niego zwracać per “mistrzu” :) . Oprócz tego dostanie on zestaw do robienia baniek mydlanych z fajną krową na okładce. (Nagrody sponsorowane są przez Axel Inc.)

UWAGA! Historie nie mają nikogo obrazić i SĄ PRZEKOLOROWANE. Oczywiście mogło być troszkę inaczej niż piszę, gdyż zapewne nie wiem wszystkiego. Proszę się nie rzucać jeśli znajdziecie się jako bohater jednej z nich.

Historia numer 1

Do spokojnego miasteczka przybyła nowa grupa pracowników. Była też wśród nich Esmeralda – młoda i piękna dziewczyna.  Szybko wpadła ona w oko starszemu chłopakowi o imieniu Jose. Oczywiście wpadła z wzajemnością. Ich miłość była namiętna i szybka – musieli się oni spotykać potajemnie w zakładzie pracy, gdyż prześladował ich nikczemny dyrektor (zakładu). Wszystko szło dobrze, dopóki Esmeraldą nie zainteresował się Robinho – lokalny casanova. Był on w związku z dziewczyną z sąsiedniego miasteczka, którą widziało niewiele osób. Robinho deklarował się miłości do swojej dziewczyny, a z Esmeraldą utrzymywał kontakty jedynie przyjacielskie. Jednakże te kontakty się nasilały, ku zniesmaczeniu Jose. Biedny chłopak, nie mogący znieść rosnących mu rogów odrzucił Esmeraldę, która po nim długo płakała. Płakała i płakała, a Robinho ją pocieszał.  Nastał jednak krytyczny moment, w którym Esmeraldzie się odwidziało i pokochała pocieszycielo-przyjaciela. Niestety on ciągle był zapatrzony w swoją dziewczynę z daleka. Tragiczne. Esmeralda znowu płakała. I znowu nastał krytyczny moment, w którym to odwidziało się Robinhowi. Porzucił on swój stary związek i założył nowy z Esmeraldą. Od tej pory żyli długo i szczęśliwie. Nadmienić trzeba, że ostatnie wydarzenia miały miejsce w przeciągu około dwóch tygodni.

Historia numer 2

Martin żył spokojnie w miasteczku. Był sam, ale nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo. Pomagał w podbojach swojemu koledze. Jednakże pewnego dnia, Martin zdobył numer telefonu do Milagros – dziewczyny, którą znał z widzenia od dłuższego czasu, gdyż pracowała w tym samym sektorze co jego dobra przyjaciółka. Chłopak był zdziwiony, że przeoczył tak wartościową dziewczynę w swoim otoczeniu. Nie żeby Martin był sam z powodu swojej ułomności – po prostu nie mógł znaleźć odpowiedniej partnerki. Milagros prawie nią była. Oprócz swojej zbytniej delikatności (która pewnie spodobała się Martinowi) Milagros miała jedną wadę – pewien członek jej rodziny był przełożonym sektora w którym pracował Martin. Czyniło to sprawę znacznie trudniejszą i kłopotliwszą, chłopak był wystawiony na szyderstwa swoich współpracowników, z których jednak niewiele sobie robił. Niestety Milagros nie potrafiła zmienić niektórych swoich przyzwyczajeń i nie ma happy endu.

Historia numer 3

Nikt tak naprawdę nie pamięta jak spotkali się Luis i Valencia. Było to dawno, a on jest od niej młodszy. Ich miłość przechodziła po cichu, szczególnie ostatnimi czasy. Niewiele jest wiadomo na jej temat, najwięcej wie pewnie rodzina kochanków. Nie było żadnych wzburzeń czy zdrad, ot sielanka. Jedynym problemem jest to, że całe miasteczko chciałoby serdecznie wpier****ć Luisowi. Tak naprawdę nikt nie wie czemu – po prostu tak jest.

The end, życzę wszystkim powodzenia, a Stormowi weny. Nadchodzą ferie, więc spodziewajcie się więcej artykułów o niczym :) . Pamiętajcie – odpowiedzi na 5393614 – kto pierwszy ten lepszy. Pozdrawiam,

~Axel.

PS Małe uaktualnienie. Wyniki zostaną ogłoszone kiedyś tam, ale oczywiście kolejności nadsyłania poprawnych odpowiedzi będzie miała znaczenie. Proszę o wysyłanie mi listy imion fikcyjnych z prawdziwymi odpowiednikami. Nie ma metody prób i błędów, po prostu 2 razy powiem czy jest dobrze czy też nie. Jeśli nikt nie zgadnie wszystkiego, to wiadomo – jedno imię=jeden punkt. Namyśliłem się, wyniki zostaną ogłoszone w niedzielę wieczorem. :)

09
lut
09

wyścig szczurów 2009 cz.2 – debata

Storm ciągle wykazuje brak weny, więc dzisiejsze wydarzenie jest błogosławieństwem dla bloga. Skoro jest o czym pisać – to piszmy.

Zajęła raptem niecałą lekcję i pozwoliła się nam trochę wyszaleć. Tak, debata się odbyła przez co warto na nowo odnieść się do wyborów. Głupio jednak przyznać, że bezwarunkowo zwyciężyła na niej kamera. (Pozdrawiam piękne oczy Adrianny).

Na dobrą sprawę, debatą tego co się odbyło nazwać nie można. Na debacie kandydaci dyskutują, oczerniają się i przekrzykują własne hasła. To dopiero byłaby czysta zajebistość, oczywiście gdyby dopuścić do wrzawy odpowiednie osoby (np. mnie). Niestety w naszej szkole debatą nazywa się po prostu publiczne czytanie przemów kandydatów do samorządu. Do czego innego więc się ustosunkować, jeśli nie do tego jak każdy z nich “wypadł”?

Pierwszy był Damian Mróz z Ia. Bycie pierwszym ma swoje wady i zalety – nie byliśmy jeszcze zanudzeni, ale też nie mieliśmy porównania z innymi. Jego przemowa wypada jednak całkiem dobrze. Widać, że trochę zjadła go trema, ale mówił wyraźnie, a tekst był interesujący. Sam program – “więcej dyskotek” jest dość realny i popularny, jest ok. Szkoda tylko, że Damian czytał.

Następna wyszła na środek Paulina Pyzia, też z Ia. Jej przemowa była trochę nudnawa, ale główną wadą była trema kandydatki. Kiedy schodziła ze “sceny” wyglądała jakby miała zaraz zwymiotować. Tego się nie chwali. Nadmienić trzeba, że do jej przemowy wychowawczyni jej klasy dorzuciła parę swoich rzeczy przed samą uroczystością. Jakiegoś konkretnego programu nie wychwyciłem.

Gabriela Januś z Ib. Nudy. Chyba coś tam próbowała być śmieszna, ale jej nie wyszło. Ona albo Pyzia chciała właśnie lodowiska, baseny i zniesienie mundurków, nie pamiętam dokładnie.

Kolejny był Paweł Wajda. Tutaj miłe zaskoczenie – chłop mimo, że myślał iż debata jest we wtorek, poradził sobie całkiem nieźle. I tak nie ma szans wygrać, bo nazywa się Wajda, ale pomysł z muzyką na przerwach raz w tygodniu jest całkiem niezły i myślę, że każdy kandydat powinien go zalansować.

Przechodzimy do klas drugich, tutaj pierwsza była chyba Monika Kluzek z klasy IIa. Jej przemowa zajęła około 5 sekund i jedyne co z niej wywnioskowałem to to, że Monika chyba bardzo nie chce wygrać tych wyborów. Mogła powiedzieć “kandyduję bo mnie zmusili” o wiele weselej i ciekawiej. I tak pewnie dostanie głosy swoich funfel, więc dużej różnicy nie ma.

Po niej wystąpiła Małgorzata Osowska. Kurde, wstyd przyznać, ale też nie pamiętam dokładnie o czym mówiła. Też chyba krótko i też odniosłem wrażenie, że kandyduje z przymusu. Jej wola, szkoda tylko, że zmarnowała mój czas.

I klasa druga be. Tutaj pierwsza była Klaudia Kocoł. Można było wyczuć profeskę, mówiła długo i co ważne – mówiła. Słychać było wesołą improwizację, to całkiem dobrze. Niestety nie miała chyba wyraźnego programu i chwalenie Damiana Mroza nie zostało najlepiej przyjęte, ale Kocołka ciągle jest najbardziej odpowiedzialnym i pewnym kandydatem.

Ostatnia wystąpiła Justyna Kawa. Też improwizowała, ale szczerze mówiąc, jej słowa były po prostu za mądre i zawiłe. Jesteśmy na takie coś za młodzi i zbyt żądni rozrywki. Pomysł z krzyczeniem imienia kandydata był okej, tylko że podstawówka zagłuszyła prawdziwego zwycięzce, czyli Tomka.

Młodzików oczywiście nie zamierzam komentować, szczerze powiewa mi kto tam wygra. Przychodzi teraz czas na odsłonięcie kart – na kogo zagłosuję JA? Przeanalizujmy na spokojnie kandydatów. Monika Kluzek i Gośka Osowska chyba nie chcą wygrać, więc nie krzywdźmy ich. Paweł Wajda i Gabryśka Januś są trochę nudni i nikt ich nie lubi. Paulina Pyzia jest z Woli, to was chyba zadowoli? Jeśli w rządzeniu będzie tak niestała jak w miłości – ja tam nie zaryzykuję. Justyna Kawa jest dość mało rozrywkowa, chociaż to fajna babka. Raczej nie ma szans wygrać, brak jej popularności. Niech się uczy do konkursów. Zostaje Damian Mróz i Klaudia Kocoł. Damian jest wybuchowy, na pewno nie będziemy narzekać na nudę, ale kiedy chce zmienia się w poważnego sztywniaka. Kocołke z drugiej strony dużo ludzi zna i robiła już w tym biznesie. Ma trochę luzu i można na nią liczyć.

No ale głos jest tylko jeden – na kogo Axel się zdecyduje? Można włączyć werble, tutututu – wygrywa Damian Mróz. Chcecie wiedzieć dlaczego? Ten zuch zrobi taką rozpierdziuchę, że hej.

Jeśli on wygra, opiekun samorządu pewnie zejdzie na zawał, a żadna akademia nie będzie już nudna. Damian pozatym jest bardzo otwarty na propozycję innych, myślę, że będzie dobrym pośrednikiem między uczniami, a dyrekcją. No i szczerze – wg mnie, jest on najlepszym prezentem jaki możemy zostawić szkole my, trzecie klasy. Niech żyje chaos i anarchia!

Czemu nie Kocołka? Ona i tak trafi do samorządu, po prostu wątpie żeby nauczyciele ją stamtąd puścili. No i ma zapewnione głosy drugich klas, więc problemu nie będzie. Trzeba jeszcze dodać, że Damian jest wyborem na dłuższą metę.

W środę wybory. Jeśli macie już dość ciągłego spinania i sztywnoty – głosujcie na Damiana. Aby było śmieszniej, niech żyje więcej dyskotek! Pozdrawiam,

~Axel

PS Żaden z kandydatów nie zapłacił za ten artykuł, ale jesteśmy wolną prasą – jeśli chciałbyś nas do siebie przekonać, wyślij sumę z 3 zerami na końcu na nr bankowy podany poniżej.

03
lut
09

Weno przybywaj…

Weny nie ma, jest allegro, lecz nie stać mnie na takie rozwiązania – co by nie było, pewnie trochu by to kosztowało, a jakość wpisów pozostawiała by wiele do życzenia.

O czym dzisiaj?
W tym właśnie jest problem – o niczym. Nie mam weny, ani chęci także przykro mi ale będę musiał was zaspokoić jedynie krótką listą newsów ze szkoły:
- kampanii wyborczej ciąg dalszy – wszyscy się reklamują, nikomu nie wychodzi
- rewanż ze strony nauczycieli – propozycja dyskoteki 17 lutego w godzinach od 12 do 16 – a mówiłem żeby sobie z nich nie kpić, bo jak widać oni też potrafią
- stałem się ofiarą ataku “od tył” – nie, wbrew pozorom nie chodzi o mydło, dostałem śnieżką prosto w twarz, z zaskoczenia
- w ramach buntu nie idę jutro do szkoły

Wiem że dwa ostatnie was g**** obchodzą, prawdopodobnie tak samo jak dwa pierwsze, ale musiałem coś napisać, cokolwiek by to nie było.

Proszę o umieszczanie propozycji w komentarzach co chcieli byście ode mnie przeczytać, może coś mi się spodoba i coś sknocę. Chciałbym dodać że jako iż nasza społeczność do zbyt wielkich nie należy, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że Twoje imię zostanie tu wymienione, także zalecam tu czasami zaglądać – może się czegoś o samych sobie dowiecie.

~Storm

02
lut
09

wyścig szczurów 2009 – wybory do samorządu cz.1

Władza, któż by jej nie chciał? Oprócz sławy, dupeczków i szmalu jest to, jak przypuszczam, jedna z najbardziej pożądanych rzeczy. I nie ma w tym nic złego. Oczywiście, obecni politycy IV RP więcej szkodzą, niż naprawiają, ale tak pewnie będzie do końca świata i jeden dzień dłużej, a polityka sama w sobie nie jest dzisiejszym tematem.

Władza w szkole, czy takie coś istnieje? Oficjalnie rządzi fuhrer leShEk,według buntowniczych uczniów rządzą uczniowie, a według tajnej sekty – prawowity Król Marek. Osobiście uważam, że całym światem rządzą ładne kobiety i w naszej szkole też tak jest :) . No i jest jeszcze nieszczęsny Szkolny Samorząd.   O władzy tegóż wypowiadać się zbytnio nie mogę, ale pewnie jakaś jest.

Tutaj przechodzimy do sedna sprawy, czyli zaszczytnego tytułu Przewodniczącego Szkoły. Jak co roku, najpierw odbędą się  wybory do samorządu, a potem, ponieważ obecna przewodniczącą odchodzi na emeryturę, wybory na stołek Szefa szefów. Jak wszyscy wiedzą, najciekawszą częścią tego eventu są kampanie kandydatów. To, co każdy z ubiegających się musi wykonać to plakat reklamujący jego osobę oraz wygłoszenie mowy na debacie 9 lutego. Ofkors, niezabronione są inne środki propagandy, takie jak ulotki czy łapówki.

Zadaję sobie pytanie, co tak naprawdę przekonuje ludzi do głosowania na kandydata. Słodka focia na plakacie? Obietnice przedwyborcze (swoją drogą to co się wyprawia na tym polu to już przegięcie – “brak mundurków” – jakby to od przewodniczącego zależało, “basen przy szkole” – chyba w śniegu, “lodowisko” – na placu budowy?”) czy może przekonywująca i charyzmatyczna mowa? Obawiam się, że nie. To, co według mnie, naprawdę się liczy to popularność oraz odpowiednia – nieoficjalna – walka o głosy. Czy to źle? Wszystko mi jedno.

Zadajecie sobie pewnie teraz pytanie, na kogo ja będę głosować. Jeszcze tego nie powiem :) , ale z racji tego, że jestem z klasy, która za rok opuści te monitorowane mury, moje kryteria są nieco inne :

  1. Nie lubię opiekuna samorządu. Nie żebym coś do niego miał, po prostu wydaje się osobą nie w moim typie.
  2. Lubię, jak jest śmiesznie. Tylko to (z racji tego, że jestem brzydki i żadna dziewczyna mnie nie chce), trzyma mnie przy życiu w szkole.
  3. Chaos jest złem. A ja właśnie odchodzę ze szkoły i szczerze mówiąc, uważam, że pasuję mi się jakoś zemścić odwdzięczyć.
  4. Czy mówiłem już że nie lubię sztywnoty i lubię jak jest śmiesznie?
  5. Uważam, że moja dzielnica jest najlepsza (tak dolce, tak!). To powinno was już trochę naprowadzić.
  6. Podoba mi się, jak jest śmiesznie.

Myślę, że większość trzecich klas uważa podobnie jak ja, szczególnie odnośnie punktu 3. Owszem, jestem niemalże pewny, że kandydatura, którą poprę wygra i mam nadzieję, że się do tego przyczynicie, drodzy Czytelnicy.

Podsumowując, całe te kampanie i wybory to fajna rzecz. Można pośmiać się z plakatów, podoklejać coś do nich czy też troszkę uszczerbać. Sama debata może być pierońsko nudna, albo też i niezmiernie ciekawa jeśli kandydat się wysili. Skąd więc taka nazwa postu? Z tego, że większość startuje bez wyraźnego pomysłu, werwy i charyzmy, kończąc z 5 głosami. Nie muszę chyba mówić jaką reakcję publiki to wywołuję?

PS “cz.1″ oczywiście wskazuje, że pojawią się następne. Spodziewajcie się artykułu po debacie oraz naturalnie po ogłoszeniu wyników. Pozdrawiam,

~Axel




 

Maj 2012
P W Ś C P S N
« lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Weszło tu już

  • 10,899 frajerów :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.