Archiwum kategorii 'Życie i świat'

17
mar
09

włącz odbiornik, wyłącz musk + bonus

Bierzmowanie było i się udało. Strat w ludziach nie odnotowałem, jedyne co to zmarzły mi nogi. Wszyscy ładnie wyglądaliśmy oraz każdy otrzymał to, co otrzymać miał.

Było już o muzyce, trochę o internecie się przewinęło, czas na telewizję. Wynalazek zaiście przełomowy, który niestety stracił na znaczeniu na rzecz Sieci. (btw. “Why do you think the net was born? PORN PORN PORN!”).  Jednak, o ile korzystając z internetu musimy poklikać i przewalić się przez kilogramy literek, to w przypadku TV zasada jest prosta – patrz nazwa posta [człowiek nie czuje kiedy rymuje].

Oczywiście, tak jak istnieje zarówno redtube.com jak i wikipedia, tak samo istnieją różne kanały. Ale przyznajcie się, jak wiele z nas (i jak często) ogląda Discovery, Animal Planet, etc.? Owszem, ponadto istnieją przydatne kanały informacyjne i sportowe, czasem jakiś dobry film poleci na HBO,  ale większość populacji opiera się na zestawie TVN+Polsat i serwowanych przez nie shitach.

Filmów na tych kanałach nie oglądam, bo ich nie ma. Tak naprawdę są to reklamy przerywane filmem, a z racji tego, że im więcej ich oglądam tym mniej chcę kupować, omijam je szerokim łukiem. Oprócz pseudopolicyjnych programów (np. W11), trademarkiem tych stacji są denne sitcomy, gdzie już niewiadomo kto z kim i dlaczego, a limit empatii dla biednych bohaterów ciężko doświadczonych przez życie, został już dawno wyczerpany.

Jeszcze jedna ważna kwestia – telewizja ogranicza wyobraźnie. Nic nie musimy myśleć, wszystko nam podają – piękne, proste, przyjemne i kolorowe. W tym aspekcie książka jest jedynym słusznym rozwiązaniem, pobudza nas do myślenia i pozwala samemu tworzyć obraz ukazywanej rzeczywistości.

Pominę już chyba wszystkie ustawiane teledurnieje i realityszoł, samo pisanie o tym jest bolesne. Podsumowywując, TV jest dobre jeśli naprawdę nic sie nam nie chce i szukamy jakiejś niewymagającej rozrywki, jeśli jednak gnisz w fotelu całymi dniami – gnij dalej, im mniej ludzi sterowanych przez media, tym lepiej.

***bonus – opowiadanie niezwiązane z tematem***

Wyobraźcie sobie szkołę, gdzie nie można się nudzić…wrrrróć, wyobraźcie sobie szkołę gdzie czasami nie jest nudno. Jeśli wam się udało, jesteście całkiem nieźli. Jednak taka szkoła istniała i znajdowała się we wsi o wdzięcznym imieniu Przedlas. Przenieśmy się tam i zaobserwujmy łots going on, pewnego wiosennego dnia kiedy pada śnieg.
Była pierwsza lekcja, lecz Wiesław zdążył się już znudzić. Czuł się jak w klatce, nie wiedział czemu tu siedzi i jaki ma to cel. Był znudzony i coraz bardziej zły. Skończyło się mu jedzenie i nie przyniósł książki na lekcje. Patrząc na znudzonych uczniów, zdał sobie sprawę, że nie widzi kolorów. Wyjaśnienie jest bardzo proste, Wiesław był chomikiem.
Wieśka do szkoły przyniósł bardzo dawno temu Zdzisław, chcący zaszpanować przed kolegami swoim nowym kochankiem. Niestety tego samego dnia, chłopiec odkrył, że nie tylko zwierzęta mają gniazdo pasujące do jego USB. Ale o tym innym razem.
W klasie były cztery osoby, które się nie nudziły. Był to Tomek i jego trzech kumpli. Nie nudzili się dlatego, że robili zadanie na kolejną lekcję.
- Mówiłem ci, trzeba to było zrobić w domu, teraz to kiha. – powiedział jeden z nich.
- Twoja stara. – celnie zripostował Tomek.
- Jego stara to też twoja stara, you fail idioto. – wtrącił się delikatnie drugi.
-  Czak Noris nigdy nie failuje. – filozoficznie stwierdził trzeci.
Tomek był zły, kumple nie pozwalali mu się skupić, a jeśli nie zrobi tego zadania, zostanie mu wymierzony Sądny Wzrok oraz dostanie Minusa Zagłady. Z racji tego, że był tak niezwykle skoncentrowany (jego zwieracze były w pełnej gotowości) nie zauważył, jak Stanisław rzucił w niego kredką.
Dopiero kiedy poczuł inną kredkę w swojej Grocie Nestle, uciszył kolegów i krzyknął do Staśka “pies Cię chędożył”. W tym momencie zamilkł nauczyciel, uczniowie przestali grać w karty i rozmawiać, a Lech palić. Ich spojrzenia powoli odwróciły się w kierunku Tomka. Jednakże nie widząc żadnego psa, wrócili do swoich zajęć, a Zdzisław był bardzo rozczarowany.
- Ale burdel. – pomyślał Wiesiek.

***koniec bonusu***
Nie, nie straciłem mózgu. Po prostu musiałem wypuścić trochę poyehania na zewnątrz. Mam też mały konkurs bez nagrody – co wyróżniało Staszka, Tomka i Zdziska? Podpowiem, że chodzi o choroby.  Powodzenia & Pozdrawiam,

~Axel

PS Post powstał pod patronatem Joe Satriani’ego ( http://www.youtube.com/watch?v=OI5PoATwII8 ) oraz herbaty Lipton.

PPS Za każdą osobę, która napisze “Powodzenia, Storm!” w komentarzu, kuratorium przyzna mu +1 punkt. (informacja niepotwierdzona)

06
mar
09

raport z inwazji 06.03.09

Siedzę zamknięty w ubikacji od około 7 godzin. Ciemno tu. Na papierze toaletowym wycinam litery, które daje psu – on ma to szczęście, że nie wie jakie niebezpieczeństwo czyha za rogiem i wklepuje litery na blog. Chyba nie będzie obciachu, jeśli przyznam, iż naprawdę się boje.

Nadeszli znienacka. Zawsze tak nadchodzą, ale teraz byli szybsi niż przypuszczałem. Odlatywałem właśnie do Krainy Wiecznego Szczęścia (nie, nie powiem wam co w niej jest), dzięki pomocy mr. Flinstona, któremu za to dziękuje. Pokonywałem właśnie orbitę Ziemi, kiedy doszły mnie ich głosy. Najpierw ciche, zwiastujące niepokój, potem coraz głośniejsze, pewniejsze i złowróżebne. Konsternacja moich pobratymców z klasy szybko przerodziła się w paniczny strach. Patrząc na ich twarze nie musiałem pytać, kto jest za ścianą. Wiedziałem to. Nie chciałem tego wiedzieć, ale wiedziałem. Nasza szkoła została najechana przez lubczaków.

Mimo strachu, rozpoczęliśmy gorączkowe przygotowania do odparcia ataku. Co odważniejsi z nas podwinęli rękawy, a mr. Czeczen zmontował znak ostrzegawczy. Zaczynaliśmy odzyskiwać pewność siebie, znalazło się nawet paru samobójców gotowych zaatakować w pojedynkę, gdy lubczoki rozpoczęły jeden ze swoich najgorszych ataków – ich plemienno-godowo-bicioświniowo śpiew, w rytm popularnoobrzydliwej melodii Ciepły ‘i’ Zimny.

Jedna myśl. Jedno cięcie. Może nawet nie poczułbym bólu? Brakło mi odwagi, żeby to zrobić. A szkoda, gdyż najgorsze miało dopiero nadejść.

Dzwonek. Moment prawdy. Podrywam się z miejsca, wybiegam przez drzwi. Może mnie nie zauważyli, nie wiem, przedostałem się do nieświadomych jeszcze zagrożenia kolegów z pierwszych klas. Ich zapach tam nie doszedł, byłem bezpieczny. Stwierdziłem jednak, że powinenem uratować moich braci z klasy, powziąłem więc niebezpieczną wędrówkę wzdłuż korytarza.

Na początku ich nie zauważyłem, gdyż nie ubrali swoich strojów bojowych (gumofilce + skóra z świni). Usiadłem z kolegami, wypatrując zagrożenia. Wtem zauważyłem znak ostrzegawczy mr. Czeczena. Obróciłem się i ujrzałem ich.

Obudziłem się pod drzwiami gabinetu pedagog, kiedy przestałem krzyczeć. Storm był obok mnie, cieszyłem się, że on też przeżył. Dostaliśmy się do Azylu, bezpiecznego za drzwiami klatki schodowej gdzie przeczekaliśmy przerwę wystawiając lubczokom tyłki. Niespodziewanie ktoś otworzył drzwi i powiedział, iż mają być zamknięte. Cóż, całe szczęście, że tamci nie wykorzystali okazji i nie zaatakowali.

Kiedy zaczęła się kolejna lekcja, mogłem stwierdzić, że jesteśmy już bezpieczni. Niestety – kolejny horror dopiero się zaczynał. Myślałem, że piątek to dzień bez matematyki. Myliłem się i jest mi przykro.

Zaczyna brakować mi tlenu, ale Harry mówi, że oni nie wrócą. No cóż, chyba pora wyjść na niezepsute powietrze.

***

Tak, wiem, ten post jest niemalże o niczym.  Wybaczcie, ale obecnie zajmuję się tylko mechaniką, kumplami z zerówki, termodynamiką, psem, elektrostatyką i Stormem. Dla reszty – nie ma mnie i nie mam czasu, sry. Jak już wygram konkurs to napiszę coś wartościowszego. Pozdrawiam,

~Axel

PS Uważam, że to co zrobili dziś Ci ziomale z Lubczy śmierdziało odrobinkę wazeliną. To jest niefajne. Osobiście nic do nich nie mam, ale lubię jak jest śmiesznie i lubię swoich kolegów. Zalasowa ftw!


24
lut
09

pozytywny wpis – co jest w życiu fajne?

Niedawno ktoś zwrócił mi uwagę, że w sumie na blogu nie ma żadnych “pozytywnych” tekstów. Trudno mi się z tym nie zgodzić.  Jeździłem po naszej-klasie, po gimnazjalnych miłostkach, po analfabetyźmie i po byciu życiowym frajerem. Storm z kolei pojechał po trendach panujących w muzyce i życiu. Patrząc na to z boku, stwierdzić by można, że ciągle narzekamy. Jak już wiecie, narzekanie to zUo, dlatego dziś napiszę o tym, co w życiu jest po prostu fajne i przyjemne.

Przeprowadziłem szybciutki wywiad wśród znajomych dostępnych na gadu-gadu. Na szybkie pytanie “co jest w życiu fajne?” padały odpowiedzi : dupeczki, fajne dziewczyny, ładne dziewczyny, towarzyskie dziewczyny, fajne, ładne i towarzyskie dziewczyny, ruchanie, kasa, rap, Metallica, pornusy, dziewczyny, gry, Storm, dowcipy, taniec, szkoła, młodość, niespodzianki i nieznajomość jutra oraz osiąganie postawionych celów. Sam dodam do tego przyjaźń i piękno.

Nie trzeba być Sherlokiem żeby zauważyć, że najwięcej odpowiedzi pochodzi od facetów :) .

Dziewczyny (i wszystkie pochodne) – cóż, nie mogę temu zaprzeczyć. Dominująca większość ankietowanych podawała to na pierwszym miejscu. Sam jestem samcem i wątpie czy moje życie miałoby jakikolwiek sens bez kobiet. Jedna ważna sprawa chłopaki – dziewczyna to coś więcej niż tyłek i piersi (podobno). Niektóre potrafią nawet myśleć tak dobrze jak my. (kiedyś zedytuję post z pięcioma słowami).

Pieniądze – nie wiem co za frajer stwierdził, że nie dają szczęścia. Niestety bez tych papierków z głowami nieżyjących królów ciężko się obejść. Jednak tak naprawdę, nie jest ważny szmal, a to na co możemy go wydać. Tak czy siak, forsa celem życia być nie powinna, więc nie będę rozstrząsać jej przydatności.

Muzyka – każdy ma tam jakiś swój gust, jedni lepszy drudzy mniej. Mi muzyka po prostu umila życie, ale nie czuję się jakimś pasjonatem. Oczywiście dopóki sam nie zacznę koncertować, jednak wszystko w swoim czasie ^^.   Czy mogę wyobrazić sobie życie bez muzyki? Myślę, że tak.

Taniec – ludzi, dla których taniec znaczy więcej niż poskakanie prawiedorytmu na dyskotece, jest chyba mało. Dobry taniec nie jest zły, ale nie jestem z tych, którzy przez poruszanie się na parkiecie “wyrażają siebie”. Potańczyć na jakiejś imprezie jest fajne i na tym zostańmy.

Gry – temu, który odpowiadał chodziło chyba o komputerowe, ale mój Monopoly z pokemonami ciągle jest fajny. Gry komputerowe to chyba najdoskonalsza rozrywka dla jednej osoby jaką wymyślono (pomijam robótki ręczne). Ostatnio gram coraz mniej, niezmiernie mnie to cieszy. Gry wieloosobowe, w tym różnorakie sporty są nieporówywalnie bardziej ważne. Kazdy samiec ma wrodzony instynkt walki i udowadniania, że to on jest najlepszy. Z racji tego, iż w naszym ugrzecznionym społeczeństwie nie ma miejsca na  bezpośrednie nawalanie, w sportach możemy się wyładować i udowodnić swoją wyższość.

Storm – oj, sry, jakiś błąd się wkradł, to się nie liczy.

Dowcipy – tak, bez tego i dużego dystansu do otaczającego mnie świata, pewnie już wąchałbym kwiatki od spodu. Śmiech jest niezmiernie pomocny w utrzymywaniu zdrowia psychicznego. Niestety, ludzie potrafią wszystko zepsuć, dlatego ostrzegam – jeśli myślicie, że coś jest śmieszne, to zapytajcie się kogoś czy też tak uważa, a dopiero potem oznajmiajcie światu swój genialny żart. Oczywiście, śmianie się z kogoś jest wskazane tylko do pewnego stopnia :) .

Szkoła – nie, chyba nie chodziło tutaj o naukę. Szkoła to po prostu idealnie miejsce do dwóch rzeczy – robienia sobie jaj (patrz wyżej) i przebywania z przyjaciółmi/kolegami. (patrz dużo niżej).

Młodość – najpewniej zaczniemy to doceniać, kiedy to stracimy. Co jest fajnego w młodości, oprócz erekcji na zawołanie? Nikt jeszcze nie traktuje nas naprawdę poważnie, dzięki temu możemy czasem “poświrować pawiana” jak to się mówi w Zalasowej. Dużo energii, to chyba największa zaleta.

Co przyniesie jutro? – brzmi skomplikowanie, ale to ciekawa odpowiedź. Monotonia jest wrogiem życia. Ważne jest to, żeby codziennie odkrywać coś nowego, dać się zaskakiwać. Rutyna jest nudna, a wszystko co nudne jest niefajne. Starajmy się robić wszystko, by żyć tak, jak się żyć powinno – barwnie.

Dążenie do czegoś – związane z powyższym. Najprościej mówiąc, życie musi mieć sens, inaczej jest do dupy. Nigdy nie osiągniesz ideału, ale ciągle powinieneś do niego dążyć. Jeśli stwierdzasz, że żona jest już brzydka, pracy nie zmienisz, a zaciągnięte kredyty nie pozwolą na żadne nowości, przynajmniej postaraj się, żeby Twoje dziecko miało lepiej.

Przyjaźń – to temat na cały artykuł. Bardzo ciekawe są jednak różnice w tym, jak przyjaźnią się dziewczyny, a jak faceci. U nas jest prosto, albo kogoś lubimy i możemy z nim gadać, albo mamy przyjaciół których traktujemy niemal jak braci, albo mamy wrogów, których po prostu likwidujemy (czyt. spuszczamy !@#$%^&*).  Jak zaobserwowałem u dziewczyn, one albo jakiejś dziewczyny nie lubią, czego oczywiście nie okazują wprost, (może mała doza ignorancji), albo kogoś lofficiają. To ostatnie zaczyna przybierać chore formy na naszej-klasie, gdzie co druga dziewczyna kocha co drugą.

Piękno - które przybiera różne formy. Tak, wiem, najpiękniejszą są kobiety, ale o tym gdzie indziej, jak już pisałem. Raczej chodzi mi o piękno…świata. Czy to architektury, czy natury. Z tym wiążą się podróże, dla niektórych osób niemal stanowiące sens życia. Po prostu według mnie, głupio byłoby umrzeć nie wiedząc na jak pięknym świecie się żyło.

Na tym lista się kończy, co nie znaczy, że to wszystko dla czego warto żyć. Wy też pewnie się kończycie, czytając ten trochę przynudnawy art, dla tego pocieszę was – szykuje się grubszy post Storma, więc stay tuned. Pozdrawiam,
~Axel

23
lut
09

jak postępować z dziewczynami?

Sam chciałbym wiedzieć.

Pozdrawiam,

~Axel.

*edit no. 1 – 12:29 01.03.09*

A co jeśli tak naprawdę nie ma i nie powinno być jakiejś “taktyki” na wyrywanie? Jeśli po prostu jedyne co trzeba to zrobić to znaleźć albo poczekać aż nas znajdzie, ta właśnie jedna odpowiednia osoba, z którą będziemy się rozumieli jak z nikim innym i z którą po prostu będziemy szczęśliwi nie robiąc nic konkretnego? Nie masz jeszcze kogoś takiego (albo jest on z Twojej płci :) ), to nie wyrywaj na siłę jakichś lasek które tak do końca nie podobają Ci się w stu procentach. Chyba, że wyjątkowo musisz sobie uderzyć w ślinę czy też poczytać słit opisy na gg (mimo, że tak w sumie nie macie o czym rozmawiać), ale ja Ci w zdobywaniu takiej partnerki nie pomogę – nie daję takim związkom dłużej niż kilka miesięcy.

22
lut
09

kto jest wszystkiemu winny i dlaczego Ty?

Otóż, drodzy uczniowie, nadeszła pora na kolejną porcję steku bzdur od mr. Axela. Tak, wiem, że tytuł jest tendencyjny i niesprawiedliwy, ale o tym później. Najpierw chciałbym pozdrowić wszystkich, którzy nie spinają i którzy mają talent do bajkopisarstwa. Nie zaszkodzi też pozdrowić moich przyjaciół z dzieciństwa, których nie pamiętam, a których bym pamiętać chciał.

Jesteśmy Polakami (oprócz paru adoptowanych osób z Czeczenii i Storma). Polacy mają we krwi (opórcz promili, o czym później) narzekanie. Otóż to, wrodzony talent do narzekania. Spytasz się Amerykanina jak się mu powodzi, odpowie, że jest ok ale zawsze może być lepiej. Polak natomiast powie, że wszystko jest do dupy, że rząd jest do dupy, że robota do dupy, że w ogóle Polska to lipny kraj, a wszystko jest !@#$ warte.  Ta, na dobrą sprawę, można wysnuć tezę, że Polacy to emo. Oczywiście, oczywiście, nie wszyscy są tacy i tak dalej i tak dalej, ale jednak taką tendencję do narzekania zauważyć można.

Do czego zmierzam? Każdemu z nas czasem się nie udaje, ale najczęściej jest to tylko nasza wina. Dostałeś pałe ze sprawdzianu? Nie, wcale nie dlatego, że nauczyciel to skurwiel, a wszystkiemu winny pewnie i tak jest leshek. Dostałeś banię dlatego, że się nie nauczyłeś lub byłeś za cienki żeby coś wykombinować. Taak, to takie proste! Jeśli czytasz blog uważnie, zalążek tego artykułu był w jednym punkcie “Poradnika jak żyć zajebiście” made by me.

Słuchanie narzekania jest naprawdę niefajne. Po pierwsze, tak naprawdę prawie nikogo nie obchodzi, że cierpisz. Po prostu mi to merda. Ponadto, jak przeczytam za dużo opisów w stylu “smutno mi, przytul mnie ktoś” zaczynam cierpieć na przewlekłe puszczanie pawii albo (jeśli mam zły dzień) też mi smutno. Nie smęćcie ludzie i co najważniejsze, nie zwalajcie winy na kogoś.  Ciężko jest się opanować w rozmowie z kimś takim i nie palnąć “chłopie, sam żeś się urządził”.

Chciałbym też poruszyć jedną, dość ważną kwestię chyba. Nie lubię ludzi słabych, a nie ma większej słabości niż bycie zniewolonym. Z racji tego, że raczej nie kupisz sobie własnego murzyna, zniewolić mogą Cię tylko używki. Tak tak, uzależnienie jest złe. Nie mam zamiaru roztrząsać, czy strzelenie sobie szampana w Sylwestra jest złe czy nie, ale wg mnie chwalenie się tym, że będę/jestem/byłem najebany jest żałosne. To definitywnie nie jest sposób na bycie fajnym czy też zyskanie respekta na mieście. Jak to się wiąże z tematem?

Wpadnięcie w nałóg uważam za jedną z największych możliwych porażek. Dzięki piciu czy też jaraniu (możesz zostać drugim leshkiem!) jak już wiemy nie będziesz fajny, ani też nie zmaże to Twoich innych klęsk. Najgorsze jest juz chyba narzekanie, że jest się uzależnionym.

Płaczesz bo długo skrywana tajemnica wyszła na jaw, przy okazji czyniąc Cię pośmiewiskiem numer jeden? Nie, to wcale nie wina koleżanki która ją rozpowiedziała, to Twoja wina, gdyż jej zaufałaś. Ludzie mają tendencję do zwalania winy na wszystkich tylko nie na siebie stąd właśnie taki tytuł.

Ołrajt, a teraz – czemu popełniamy błędy? Pech, złe towarzystwo i to że świat jest zły? Bullshit. Ja raczej stawiałbym na lenistwo, słabą wolę, lenistwo, brak pewności siebie i lenistwo.  No i czasem wrodzony brak talentu, ale to najczęściej ta się naprawić brakiem lenistwa. Myślicie, że ja nie jestem leniwy? Jestem, ale cała kwestia to podejmowanie słusznych wyborów. Jeśli chce się coś osiągnąć, trzeba pocierpieć. Albo kombinować i być mną.

Masz przyjaciół? To dobrze, ja też mam. Ale wiesz, naprawdę nie cieszę się kiedy muszę im pomagać.  Pamiętaj, że Twoje problemy są Twoje i to TY musisz z nimi walczyć, nie ktoś inny. Ci którym ufasz czasem ułatwią sprawę,  ale pamiętaj o znanym i lubianym przysłowiu “Umiesz liczyć, licz na siebie – twoje szczęście innych jebie.” Nic tak nie wkurza jak nieporadne ciućmoki, którym trzeba nonstop wskazywać drogę. Co więcej, kiedyś przyjaciół nie będzie i co wtedy? Wtopa.

Jeśli ciągle uważasz, że świat jest zły znajdź dziewczynę/chłopaka, wyjdź na dwór i popatrz na niebo. Potem wróć do domu i weź się cholera do roboty, bo sukces sam się nie osiągnie. Pozdrawiam,

~Axel

PS Jeśli uważasz, że nie jestem taki fajny, to zastanów się, czyj blog ma 3 tysiące odwiedzin.

PPS No dobra, nie rzucaj się, nie jestem aż taki fajny.

PPPS Aż.

15
lut
09

Jak nie być dupkiem + konkurs cz. 2

UWAGA – pomysł na dzisiejszy art pochodzi od czytelnika o nicku  Kluzia. Thx!

Panuje dziwny światopogląd, zakładający, że ludkowie dzielą się na tych którzy dostają lanie i tych którzy to lanie serwują. Jeśli nie jesteś agresorem, to pewnie jesteś ciotą. Owszem, przetrwają najsilniejsi, ale można też być predatorem nie będąc przy tym strasznym kurvinoxem.

Każdy chce być fajny – było to poruszane już wiele razy na łamach bloga. Duża część osób dążących do maximum fajności (znanego też jako Axel) próbuje osiągnąć to kosztem innych. Wg mnie jest to dopuszczalne do pewnego momentu. Potem jest się już dupkiem.

Kim jest dupek? Jest osoba, która swoim zachowaniem po prostu od siebie odpycha i to nie dlatego, że jedzie mu z paszczy jak mojemu chodzącemu słoikowi smalcu. Kluczowym atrybutem dupków jest hipokryzja, niestety coraz popularniejsza. Ta, zdaję sobie sprawę, że pewnie część z Was nazwie mnie w tym momencie dupkiem. I dont give a shit. Jak już wspominałem wyżej – inną drogą dupkowania jest próba bycia śmiesznym kosztem drugiej osoby. Najczęściej wychodzi z tego jeden wielki fail, a nawet jeśli jest przez chwilę śmiesznie – prędzej czy później to przybierze żałosne formy.

Większość dupków zgrywa złośliwych twardzieli bo to, żeby ukryć jak suabi są w środku. Bo są. Strach też się tam ukrywa. Smutne tylko to, że wyciągniesz takiego z grupy ziomali, a ten, nagle tracąc swoje plecy, pęka jak jajo na Wielkanoc. Kozaczenie przez internet to jeszcze inna działa – zza monitora każdy potrafi być odważny. A więc przejdźmy do meritum, czyli jak dupkiem nie być :

  • nie sil się na śmieszność. Jeśli nie masz wrodzonego daru do bycia śmiesznym, pewnie Ci nie wyjdzie i tylko kogoś urazisz.
  • nie zgrywaj twardziela gotowemu każdemu wpieprzyć, bo pewnie i tak nie masz na tyle dużych cojones.
  • nie zdradzaj kumpli. Zdrada to czymś czym można tylko gardzić.
  • trochę grzeczności może wiele pomóc. Proszę, dziękuję i
  • przepraszaj jeśli wyjdzie, że dałeś dupy. Niewiele osób ma odwagę przyznać się do popełnionego błędu i przeprosić.

Może i tych rad nie ma dużo, ale dupkiem można być na setki sposobów, a ja nie jestem na tyle zdesperowany by je tu wymieniać. Po prostu ludzie, jeśli musicie już żyć na swój własny poqrwiony sposób, to przynajmniej nie utrudniajcie życia innym.

A teraz z innej beczki – wyniki małego “konkursu”

  1. miejsce i tytuł mistrza zajmuje Pablox
  2. miejsce – Idea
  3. egzekwo (nie mam pojęcia jak się to pisze) Karolus i Gomes

Poprawne odpowiedzi nadesłali również Kuba, Ada i Kluzia. Te osoby wezmą udział w pasjonującej dogrywce o zestaw do robienia baniek mydlanych z fajną krową na okładce. Z tej racji, że skończyły mi się historie miłosne, tym razem będzie się liczyła wasza znajomość chakterystycznych cech paru osób ze szkoły. Pytania konkursowe (lol) zostaną zamieszczone w poniedziałek o godz. 18:00, tak aby wszyscy mieli równe szanse. Czuwajcie przy monitorach! Pozdrawiam,

~Axel

14
lut
09

Dzisiejszy temat – anal.

Wiecie rozumiecie, Walentynki i te sprawy – czas poruszyć delikatny dla wielu chłopców temat. Mianowicie, porozmawiam sobie o zjawisku znanym jako analfabetyzm. Rozczarowani? Mam nadzieję, że nie.

W sumie to wpis z analfabetyzmem nie będzie miał wiele wspólnego, ale poniekąd do niego nawiązuje. Według mnie, problemem nie jest to, że społeczeństwo nie umie czytać. Problemem jest to, że społeczeństwo nie czyta prawie w ogóle. Jedyne co dzisiejsza młodzież przebiega wzrokiem i przetwarza jako informację są zapewne komentarze na naszej-klasie i rozmowy gadugadowe, ewentualnie ktoś pokusi się o jakieś forum czy artykuły w necie. A teraz, czytelniku odpowiedz sobie, ile stron przeczytałeś na papierze? Pomijamy oczywiście nudne podręczniki w szkole.

Mała dygresja – link do bloga trafił do wielu osób. Część z nich, po jakichś 10 sekundach od otrzymania adresu, odpisała “bez sensu, takie długie, nie chcę mi sie czytać”. Niestety syndrom *ściana liter trafia cię i zadaje 99999 obrażeń twojemu mózgowi* jest coraz częstszy. Skąd się to bierze?

Ano i wracamy do szkoły, a konkretniej lektur szkolnych. Po dawce patriotycznej prozy Sienkiewicza czy epopei wieszczów narodowych nawet mi odechciewa się czytać. To co szkoła każe nam czytać niespecjalnie zachęca do sięgania po książki na własną rękę. Wiem, że zaczynam brzmieć jak jakiś moralizator, prawiący że czytanie to błogosławieństwo i dzięki niemu będziecie mieli niezawodną erekcję na starość. Po prostu smutno mi, że dążymy do samozagłady.

Świat jest debil-friendly, nie okłamujmy się, że jest inaczej. Nie trzeba już szukać wiedzy czy też kombinować na własną rękę. Magiczna trójca ctrl+a ctrl+c ctrl+v (ewentualnie jeszcze print) załatwia każdy problem. Ludzie nie czytają już nawet tego co kopiują, więc jak mogą czytać coś z własnej woli? Wiem, że fajniej jest wyłączyć mózg i włączyć telewizor (przez oglądanie Discovery naprawdę nie staniesz się inteligentniejszym, choć muszę przyznać, że niektóre kreskówni na Cartoon Network są w pyte), albo rozwalić 3749 wrogów w jakimś FPSie na kompie (przy okazji, gry są coraz łatwiejsze i to też jest smutne). Ale wyobraźmy sobie sytuację, że pogoda jest jaka jest i nie mamy worków po ziemniakach, żeby sobie pozjeżdżać, nasza neostrada 256 nie ściągnie już ani kilobajta gry, a w telewizji leci “Kevin sam w domu”. OMG i co teraz? Zostaje redtube.com albo literatura.

Nie mówię, żebyście czytali jakieś ambitne czy pokręcone książki, zacznijmy lajtowo – od czasopism. Wydanie 15 zł miesięcznie na CD-Action wielkim problemem nie jest ( a i gra będzie!), a w Playboyu oprócz zdjęć są też naprawdę ciekawe artykuły. Po takim ostrym treningu (mózgu, nie nadgarstka) możecie przejść do jakichś lekkich książek. Nie tak lekkich jak Franklin czy Antek, ale jakaś wesoła fantastyka, na przykład Sapkowski jest wporzo. Ja mam tak, że jeśli przebrne przez pierwsze 50 stron, nie odpuszczę i choćby było to niewiadomo jakie gówno – skończyć muszę (no chyba, że zakończenie jest tak oczywiste jak to, że Staś i Nel będą żyli długo i szczęśliwie). Nie zrażaj się, że pierwsze strony odrzucają – tak jest zawsze. W bibliotece szkolnej może zbyt dużego wyboru nie ma, ale coś ciekawego znajdzie się zawsze.

Jak już przeczytacie tysiącpińcetstodziwięćset stron, napiszcie coś samemu i przyślijcie, a wujek Axel oceni, a jak będzie dobre – ogłosi jako swoje :) . Żeby was zachęcić do jakiegoś zalążka własnej twórczości , organizuję konkurs na “Najlepszy pomysł o czym będzie następny artykuł na blogu”. Nagrody się pewnie domyślacie (zresztą i tak nie powala więc nie ma się czym chwalić). A teraz wybaczcie, muszę kończyć. Czeka na mnie deska klozetowa i stare CDA. Pozdrawiam,

~Axel.

13
lut
09

Feeeriee

Tak jest, dobrze widzicie – Storm coś pisze. Zostałem do tego zmuszony przez moje sumienie, więc z jego pomocą postaram się napisać coś przy czym nie zaczniecie wymiotować wczorajszym śniadaniem.

Tak więc – nareszcie ferie! A z feriami kupa niczego, bo szczerze – wątpię aby było wiele osób, które ten wolny czas wykorzystają (i nie mam tu na myśli spania do godziny 12). Odbiegłem trochu od tematu, bo przecież mam tu napisać, o… feriach?

Ferie to po prostu czas wolny od szkoły – o czym więc mogę tu pisać? Ostrzegam, że będę ostro lał wodę :)

Co ciekawego wydarzy się w szkole w te ferie?
- chyba najważniejszy i najatrakcyjniejszy ich punkt to jakże zacna dyskoteka, jak wiadomo odbędzie się w godzinach 15-19 i mam nadzieję, że przyjdzie jak najwięcej osób, bo w domu niestety was, drodzy czytelnicy, nie zobaczę
- zawody sportowe sobie odpuszczę, jako iż szczegółów na ich temat nie znam, a i tak prawdopodobnie mało kto tam będzie
- zajęcia dodatkowe – niektórzy muszą, niektórzy robią to z chęci – tak czy siak różnego rodzaju zajęcia odbywać się będą
- no i pozostaje oczywiście plastyka kuchenna z panem S. :)
- kilka rzeczy, które pominąłem (pewnie nic o nich nie pamiętam)

Osobiście bardzo liczę, że dyskoteka będzie w miarę udana i tym razem pani O nie przyjdzie i nie zakończy nam dyskoteki godziny wcześniej, oraz oczywiście, że Dj Kapeć & Stork mnie nie zawiodą i będzie można się dobrze “bawić”, czy też ewentualnie dobrze stać pod ścianą. :)

Tak uroczyście zakańczam swój bezwartościowy wpis i mam nadzieję, że nie żałujecie zmarnowanego czasu na tyle, aby mnie skrzywdzić.

~Storm

Ps. Jako iż od niedawna posiadam nowy ekłipment to w niedalekiej przyszłości prawdopodobnie pojawi się kilka recenzji gier + być może film z komentarzem (jeżeli będzie zainteresowanie takim czymś ;] ).

Pozdrawiam i żeby nie było – ostrzegałem – nic ciekawego w tym poście nie ma.

05
lut
09

Jak uzyskać szczęście, samoakceptację i spokój ducha.

Axel powraca (w wielkim stylu) i prezentuje wam oto nową kobyłę do przeczytania i skomentowania. Przepraszam za ogólny charakter, ale pomysłów nie było.

Witaj, Drogi Czytelniku. Wpatrujesz się więc w te literki z nadzieją i myślisz “tak tak, nareszcie dowiem się jak osiągnąć te wszystkie wspaniałe rzeczy, gdyż jeszcze tego nie wiem a tak pragnę się dowiedzieć.” Ja też nie wiem. Zamieszczę jednak kilka rad i spostrzeżeń jak możesz sprawić by Twoje przeciętne życie było choć trochę mniej upierdliwe. *cienki druczek=on* porady są niesprawdzone, a autor nie odpowiada za skutki wywołane braniem ich w życie *cienki druczek=off*

1. Życie jest trudne. No, chyba, że jesteś Paris Hilton albo inną celebrity, ale oni też nie mają super łatwo. Dlatego życie ciągle jest trudne. Nie wiem jak było zanim się narodziłem, ani nie wiem jak będzie za ileśtam lat, ale obecnie, nawet w dobie komputerów i Internetu, życie jest trudne.  No, chyba, że jesteś na kwasie. Jeśli chcesz dojść do czegoś więcej niż zbieranie złomu, będziesz się musiał trochę wysilić Czytelniku.

2. Nie jesteś VIPem. Świat wcale nie kręci się wokół Ciebie, zrozum to wreszcie. Nie wszystko będzie się zawsze udawało.  Nie jesteś ani trochę wyjątkowy, jest jeszcze miliard osób, którzy też chcą tacy być. Żeby osiągnąć szczęście (ładna kobieta i możliwość wyjścia parę razy w tygodniu z kolegami) musisz to zrozumieć. Jak już pewnie wiesz, życie jest trudne i musisz wygryźć innych ludzisków, albo oni wygryzą Ciebie. Ok, drobna uwaga. Jeśli jest Ci naprawdę smutno, pomyśl, że jakiś sukces już osiągnąłeś – byłeś w końcu Tym Wybranym spośród miliardów braci.

3. Przetrwają najsilniejsi. To hasło z bogatą przeszłością, o dziwo wciąż jest prawdziwe. Jedyna różnica jest taka, że obecnie najsilniejszy to nie ten z największym łapskiem czy włosami na klacie, ale ten, który jest najsprytniejszy i najlepiej umie sobie poradzić w środowisku, bo -  patrz niżej.

4. Jesteśmy istotami społecznymi. Zrozum to, samotniku. Te wszystkie puste hasła o byciu sobą dokładnie przemyśl. Owszem, pozostań sobą, to ważne, żeby w tym całym natłoku głupoty i podążania za tłumem zachować resztki osobowości. Chodzi o to, że trafisz do różnych miejsc i do różnych ludzi, być może myślących inaczej od Ciebie. Możesz walczyć i polec, albo się przystosować. Człowiek stał się dominującym gatunkiem – zwróciłeś uwagę, że zamieszkujemy niemalże cały glob? Bo się przystosowaliśmy. Po prostu czasem, musisz się poddać czy pójść na ugodę. “Życie to sztuka kompromisów”.

5. Pogódź się z losem i walcz o swoje. Sprzeczne? Trochę. Sory winetu, nie urodziłeś się królem ani synem miliarderów. No i co, zamierzasz siąść i płakać? Pewnie nigdy takiej kasiory nie uzbierasz, ale pomyśl przynajmniej o swoich dzieciach które zamierzasz mieć. Spraw, żeby przynajmniej one miały lepszy od Ciebie start. Kiedyś Ci za to podziękują. Jeśli nie zamierzasz mieć dzieci, bo na przykład jesteś homo (adopcja? bo moim trupie), to wydrzyj z tego świata tyle skarbów dla siebie, ile zdołasz.

6. Staraj się nie popełniać błędów. Z tym punktem wiąże się hasełko “nie liczy się ile razy upadasz, liczy się ile razy wstajesz”. Bullshit. Jeśli upadłeś, to znaczy, że albo popełniłeś błąd, popełnił błąd ktoś niezależny od Ciebie (patrz punkt następny), chciałeś zrobić coś niemożliwego. Tak, popełniłeś błąd. A teraz zamiast siąść i płakać / przeć dalej jakby nic się nie stało (lansowany sposób postępowania) usiądź, przeanalizuj co zrobiłeś, a czego nie zrobiłeś, następnie to przemyśl i przeanalizuj jeszcze raz oraz wyciągnij wniosek. Nie popełniaj tego samego błędu dwa razy. Błąd jest porażką, zwalcz go.

7. Licz na siebie. No, chyba że masz przyjaciół. Nie kolegów ani znajomych, tylko Przyjaciół. I wiesz, nawet wtedy LICZ NA SIEBIE. To TY musisz przejść przez życie i to TY musisz pokonywać trudności SWOJEGO życia. Owszem, przyjaciele mogą czasem pomagać, ale z najważniejszymi problemami powinieneś zmagać się sam (no chyba że naprawdę, NAPRAWDĘ inaczej nie można.) Zrozum, przyjaciół kiedyś nie będzie i wtedy nie pomoże Ci nikt inny oprócz Ciebie samego i Boga.

8. Módl się. Tak, wiem jak to brzmi. Ateizm na pokaz naprawde nie jest fajny. Bóg istnieje i podświadomie o tym wiesz, zatem trochę modlitwy nie zaszkodzi. Nie chodzi tu o bezmyślne klepanie paciorka. Rozmawiaj ze swoją podświadomością, używaj afirmacji. Wiara czyni cuda. Rzadko, ale czyni.

9. Dziewczyna > ręka. Bez komentarza.

10.  Ostatnie i najważniejsze. Poznaj samego siebie. Musisz sobie ufać, musisz znać swoje słabe i mocne strony oraz to do czego jesteś i nie jesteś zdolny. Ty sam musisz kontrolować swoje życie tak bardzo jak tylko zdołasz. Nie ma niczego gorszego niż nie znanie samego siebie. To trudny punkt, ale myślę że skumasz o co chodzi.

To już koniec tych filozoficznych ściem. Możecie już wrócić do naszej-klasy, popu i picia wódki. Ja za was odpowiedzialności nie biorę – wasza krew. Ale życie jest tylko jedno, naprawdę. Nie zmarnujcie go aż tak bardzo. Pozdrawiam,

~Axel

PS Stwierdziłem, że nie może się tak ponuro kończyć. Więc będzie kawał!

Po długiej upojnej nocy on zauważył na jej stoliku przy nocnej lampie zdjęcie faceta. Zaczął się niepokoić.
- Czy to jest twój mąż? – nerwowo zapytał.
- Nie głuptasie – odpowiedziała przytulając się do niego.
- Czy to twój chłopak? – kontynuował.
- Nie, coś ty – odpowiedziała.
- Czy to twój ojciec lub brat? – pytał.
- Nie, nie, nie – odpowiedziała delikatnie gryząc go w ucho.
- A więc kto to jest? – nalegał.
- To ja przed zabiegiem chirurgicznym.

01
lut
09

Czy bycie sobą jest jeszcze w modzie?

Przez kilka lat się nad tym zastanawiam i mimo iż dużo wiem o swej zajebistości (przy czym zakładam że jestem normalny), nigdy nie uzyskuję jasnej odpowiedzi. Jak wiadomo wiek -nastoletni to czas w którym mamy za dużo czasu, przez co każdy czegoś próbuje. Może trochu to głupio i filozoficznie zabrzmi, ale każdy z nas w tym wieku poszukuje jakiegoś sposobu bycia, aby wyróżniać się czymś z reszty stada i “przetrwać” i nie stać się kolejnym numerem 8 w dzienniku klasy 3B (zorientowani będą wiedzieć o kogo chodzi).

Od początku: wracam z długiej podróży do domu, aby się zrelaksować włączam komputer, co by to pogadać z kumplem czy pograć, ale niestety nie da się. Z każdej strony jestem atakowany przez kolejne tłumy nieznających kierunku ludzi próbujących wyróżnić się i być fajnym na każdy możliwy sposób. Odpalam więc Winampa, wyciągam pióro i w rytm hardstyle’owych dźwięków wygłaszam kolejną lekcję dla wszystkich, którzy nigdy nie słyszeli o byciu sobą.

Zacznijmy od tych najbardziej popularnych kierunków pojebstwa (bo inaczej tego chyba nie da się nazwać):

Pokemon – słodkie, kochane, mięciutkie osobniki o braku kilku podstawowych komórek mózgowych, co nadrabiają posiadaniem kilku komórek (najczęściej obklejonych SłiTaŚnYmI gAdŻetQaMi) w kieszeni.

Cechy szczególne: pismo (dzielące się na kilka poziomów zaawansowania) + wszystko jest dla nich “SłIiT ^-^”

Myślę, że każdy wie jak wygląda zwykłe pokemonowe pismo. O ile w fazie zaawansowania “rekrut” jest ono dosyć proste do rozszyfrowania, o tyle w fazie “weteran”: |/||_|$1$z |}`/ć |*|2z3(|-||_|j3|/| ż3|}`/ z|20z|_||/|13ć (0 +|_| j3$+ ||@|*1$@||3 (<- jeśli jesteś w stanie zrozumieć co tu jest napisane bez używania jakiegokolwiek translatora, zgłoś się do mnie po nagrodę).

Z drugiej strony pokemonowe pismo jest dosyć ciekawe, bo trudno uwierzyć, że osoby o tak niskim IQ potrafią tak szyfrować pismo (kto wie może kiedyś będą pracować w NASA tworząc nowe zabezpieczenia – wszyscy hakerzy natychmiast wymiękną).

Emo – ludzie (choć pewności nie mam) którzy stracili sens w swoim życiu, od teraz nikt ich nie rozumie i jedynym celem ich życia jest jego szybki koniec, w wolnych chwilach dla relaksu grają na żyletkach, lubią też robić sobie zdjęcia w łazience i wysyłać je na NK.

Osobnika emo ciężko rozpoznać, ponieważ często kryje się po kątach nie dając o sobie dać znać światu (w końcu jego życie nie ma sensu) , gdy już go napotkamy nie spodziewajmy się zbyt wiele – jest bardzo cichy, lubi płakać i nieustannie szuka ku temu powodu, a jeśli już coś powie to i tak myśli "On i tak mnie nie rozumie…". Często lubi strzelać fochy (przykład: nr 3), a mimo iż nie lubi swego życia, chroni swojego ego do ostatniej żyletki (nie próbuj go obrażać!).
Jedyną zaletą emo jest to, że nie trzeba się ich pozbywać – robią to sami.

Zasadniczą różnicą między pokemonami a emo jest to, że pokemony lubią się pokazywać, a emo nie daje o sobie znać.

Huh… po tak niebezpiecznej dawce dzisiejszej mody powinienem solidnie odpocząć, lecz świat nakazuje mi walczyć dalej. Oczywiście wszystko napisane powyżej ujęte jest w wielkim cudzysłowie, w każdym z osobników danej mody przejawia się tylko kilka cech. Ahh tak – przypomniało mi się: każdy pokemon czy emo, wyrzeka się tego że nimi są. Wybaczcie że podaje tylko dwie panujące w aktualnym świecie mody, ale na inne po prostu nie mam siły jak i ochoty, a po drugie nie są one tak powszechne i pojebane jak te wyżej.

Teraz do sedna: możecie mi mówić: "Co Ci przeszkadza, że ktoś się zachowuje w taki lub inny sposób?!". A no przeszkadza. Bo chyba każda inteligentna istota wie, że żyjemy w na tym świecie jako wspólnota, musimy więc ze sobą współżyć, jednocześnie nie ograniczając się nawzajem. Przykład w jaki pokemony przeszkadzają mi (i nie tylko) w codziennym życiu możecie przeczytać w tym artykule napisanym przez Axela.

Przynależność do jakiejkolwiek młodzieżowej subkultury jest czystą oznaką słabości, braku inteligencji i pomysłu na własny styl. Podsumowując: chcesz być fajny – bądź sobą, to naprawdę dużo nie boli, a satysfakcja z oryginalności jest bezcenna.

~Storm




 

Maj 2012
P W Ś C P S N
« lip    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Weszło tu już

  • 10,899 frajerów :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.